Taki Lajf!

Na co zwrócić uwagę, wybierając bezpieczny miejski samochód?

Nie wiem, jak Wy, ale ja swoje pierwsze, nie do końca miłe wspomnienie z prowadzeniem auta mam takie: za oknem wielka śnieżyca, ponure zimowe popołudnie – prowadzę nissana micrę, a mój… 

instruktor jazdy po raz kolejny czyni mi niemiłe uwagi na temat tego, że fatalnie prowadzę. – Jeśli dalej tak ostro będziesz wchodzić w zakręty, czarno widzę twój egzamin na prawko. Boże, jak ty parkujesz, dziewczyno? Wrzuć mi tu wsteczny i popraw, bo nie mogę patrzeć!
Pamiętam, że tamtego zimowego dnia, po kolejnym z rzędu niemiłym tekście od tego faceta, ubrana w lekką kurteczkę, zatrzymałam auto na środku drogi gdzieś w centrum miasta, zgasiłam silnik, by bez słowa wysiąść w ogromną śnieżycę. Miarka się przebrała! Dość już miałam komentarzy instruktora na temat tego, jak beznadziejnie prowadzę i że jego zdaniem do egzaminu na prawko będę podchodzić ze 20 razy. Facet był zdziwiony moim głośnym wybuchem: „sam sobie jedź dalej, idioto!” oraz szybkim trzaśnięciem drzwiami. Dziś wiem, że ten człowiek w ogóle nie potrafił uczyć – ale zrozumiałam to dopiero po latach, gdy prawo jazdy robiłam pod okiem świetnego nauczyciela, który bardzo we mnie wierzył. Tamto trzaśnięcie drzwiami i ucieczka w śnieżycę było ostatnim moim wspomnieniem z nissanem micrą – miałam wtedy 18 lat i totalnie nie pojmowałam, po co właściwie rodzina wysłała mnie na to prawko, skoro instruktor twierdzi, że „i tak nic ze mnie nie będzie”. Swój egzamin zdałam dopiero kilka lat później, jeżdżąc toyotą yaris.

Dziś, gdy na co dzień poruszam się autem, bardzo cieszę się niezależnością – warto było swoje przecierpieć na kursach jazdy. Współczesna dziewczyna powinna mieć prawko i jeździć – tak dla własnej wygody i wolności. Zbyt długo oglądałam w swojej rodzinie kobiety uzależnione od facetów: moje babcie i ciocie, które nie potrafiły prowadzić samochodów.  O tym, że na co dzień będę jeździć autem wiedziałam, kiedy podjęliśmy decyzję o posiadaniu dziecka – to wtedy postanowiłam, że muszę być aktywnym kierowcą. Taką mamą w mieście. Wiedziałam, że będziemy musieli od czasu do czasu zawieść maleństwo do lekarza, podjechać na bilans, zakupy czy na obiad do dziadków – gdybym za każdym razem była uzależniona od męża, chyba szlag by mnie trafił.
I mimo że na co dzień jeździmy seatem, nissan micra niespodziewanie do mnie powrócił… Dwa tygodnie temu uśmiechnęłam się do siebie, gdy otworzyłam maila od pani Ani z salonu tej marki. Zaproponowano mi właśnie… testowanie nowego nissana micry. Byłam ciekawa tej współpracy, a jednocześnie trochę skonsternowana: ale że nissan micra? Serio? Przecież w ofercie mają mnóstwo innych wypasionych modeli aut. O tym, jak się pomyliłam, osądzając ten niepozorny samochód, dowiedziałam się dopiero, gdy wrzuciłam bieg i odjechałam sprzed salonu. To sprytne miejskie auto w niczym nie przypominało już nissana micry sprzed lat – samochód szedł jak strzała. Zyskał nowoczesną linię, ale i coś więcej – nowe wnętrze. Moja micra sprzed lat była autem z młodzieńczych koszmarów, natomiast model testowany w ostatni weekend… no cóż, rozstawałam się z nim z bólem serca.

nowy nissan micra

nowy nissan micra
A wszystko przez jego bogate wnętrze – ilość funkcji pokładowych totalnie mnie zaskoczyła: dziesiątki guziczków na pulpicie, kierownicy i drzwiach, dotykowy ekran, kamera 360 stopni… Mimo okropnej pogody za oknem, wprost ciągnęło nas, by wyjść z domu i jeździć tym autkiem po ulicach Białegostoku. Intuicyjnie sprawdzaliśmy kolejne jego funkcje. Mieliśmy cały weekend, by rodzinnie przetestować jego możliwości. Karlosowi, i mnie zresztą też, najbardziej spodobała się możliwość łatwego parkowania z kamerą 360 stopni – ten samochód ma oczy dookoła głowy! O bezpieczeństwo dbają też migające w bocznych lusterkach lampki – czujniki martwego pola. Te dwie funkcje są dla mnie niezwykle ważne i jeśli za jakiś czas będziemy kupować auto, zadbam o to, by  miało takie opcje.
Kasia była również pod wrażeniem samego wyglądu nissana:

– Judyta, ten samochód totalnie nie przypomina nissana micry z dawnych lat. To takie, nowoczesne auto dla filigranowej kobiety. Ma pazur! – powiedziała, gdy spotkałam się z nią na sesji zdjęciowej.

Ale czy micra jest tylko dla filigranowej kobietki? Polemizowałabym – prowadził je również Karlos, który do niskich facetów nie należy. Miał sporo miejsca, by się rozsiąść, a za jego fotelem spokojnie mogliśmy jeszcze zamontować fotelik samochodowy dla Oseska. No właśnie, a jak auto odebrała nasza córeczka? To niepodobne do niej, bo jechała zupełnie spokojnie – może dlatego, w środku samochód jest bardzo cichy, a przyciemniane tylne szyby tworzą przyjemny klimat.
Ach, gdybym dwa lata temu miała system kamer 360 stopni, pewnie nie zaliczyłabym tej ogromnej rysy na drzwiach przy wyjeżdżaniu z nieludzko ciasnego i zapchanego parkingu galerii handlowej. Ślad po tamtych niefortunnych manewrach nasz seat ma do dziś. Zastanawiam się tylko, czy system kamer nie jest aby zbyt dużym udogodnieniem – przecież ułatwia parkowanie do tego stopnia, że już nie trzeba mieć oczu dookoła głowy – bo ma je samochód. Czy tak bogata wersja nas nie rozleniwi i czy można tak w pełni zaufać technologii? Oczywiście, nie tylko można, ale i trzeba. Skoro potrafimy już prowadzić auto z manualną skrzynią biegów, bez czujników martwego pola i bez wszechwidzących kamer, to dlaczego nie pozwolić sobie na odrobinę luksusu i nie dać się zaopiekować technologii?:) Nissanie Micro, nie jestem materialistką, ale tęsknię za wszystkimi Twoimi guziczkami!

Zdjęcia: Dare You Studio & Pikolina

nowy nissan micra

 

nowy nissan micra

nowy nissan micra

nowy nissan micra

nowy nissan micra

nowy nissan micra

nowy nissan micra nowy nissan micra