Zakazane tematy

5 powodów, dla których nie pokażę swojego dziecka w Internecie

Utrudniam tym zadanie Pikolinie, która od kilku miesięcy zajmuje się fotografią dziecięcą i chciałaby jako ciocia pokazywać na zdjęciach piękno naszej córki. Utrudniam również sobie – wiadomo, fotki dzieci przyciągają większą uwagę czytelników… 
Ostatnio jednak ktoś na Instagramie zapytał mnie, jak nasze dziecko ma na imię, dlaczego go „dokładniej” nie pokażę – powodów jest aż pięć. Muszę tylko ustrzec się przed być może złośliwymi komentarzami pod tym tekstem i powiedzieć, że mimo że ja podjęłam decyzję o niepokazywaniu córki w Internecie, szanuję wszystkich rodziców, którzy z upublicznianiem wizerunku dziecka nie mają problemu. Bo raz, że dzięki nim blogosfera parentingowa jest piękniejsza, a dwa, że po prostu z uwagi na zdjęcia dzieci bardziej chce się ich blogi czytać.

Dlaczego więc wizerunek mojej córki pozostanie tajemnicą?
1) Bo pojawił się bunt na pokładzie –przeciw publikacji zdjęć zbuntowała się  moja rodzina – Karlos wydał zakaz w stylu: „nie pokazujemy dziecka w Internecie i bez dyskusji”, babcia Magnolia też chciałaby „ukryć swój skarb przed całym światem”, mówiąc, że pewne zdjęcia trzeba zachować tylko dla siebie i najbliższych, a „pewnymi zdjęciami” są właśnie te z jej pierwszą wnuczką. Sami widzicie, mało mam tu do gadania, ale wcale się nie buntuję, bo akurat w tej kwestii już w ciąży zdecydowałam podobnie.
2) Noworodki są brzydkie. Od zawsze tak twierdziłam, oglądając kolejne fotki niemowlaków wrzucane przez znajomych na FB. Coś w tym jest – mimo że dla rodziców ich dziecko to ósmy cud świata, niestety dla wielu innych osób taki malec wygląda po prostu jak kolejny łysy, pomarszczony osesek i nie wzbudza większych emocji. A jako zachwycona Dziewczynką mama, nie chcę, by „zginęła w tłumie” wszystkich podobnych do siebie dzieci. Niech jej twarz zostanie piękną tajemnicą. Mam w sobie silną potrzebę zazdrosnego jej strzeżenia.
3) Bo „dzieci i ryby głosu nie mają”… powód banalny – córka, która jest zaledwie kilkutygodniowym noworodkiem nie powie mi dziś, czy chce istnieć gdzieś w portalach społecznościowych. Nie tylko nie potrafi jeszcze mówić, ale i w jej małym świecie, w którym pojawiają się dopiero podstawowe kolory, kształty i dźwięki, tak abstrakcyjna rzecz jak Internet nie istnieje. Moja w tym głowa, żeby się o nią kompleksowo zatroszczyć, podjąć decyzję za nią. Jestem niemal pewna, że gdyby dziś była nastolatką, a ja dopiero zakładałabym bloga, powiedziałaby mi, że nie chce robić sobie zdjęć na moją stronę.

14813175_10154731565954172_1311852151_o

4) Komfort nieistnienia. Ostatnio napisałam o tym znajomej blogerce – nie pokażę dziecka także dlatego, że sama przez wiele lat pozostawałam anonimowa w Internecie – gdy wpisywało się moje imię i nazwisko w wyszukiwarce, nie pojawiało się kompletnie nic. Świadomość tego była wspaniała – nikt nie mógł mnie sprawdzić, potajemnie podejrzeć. Czułam się bezpiecznie – bo nie istniałam tam, gdzie istnieć nie chciałam. Dopiero dwa lata temu podjęłam świadomą decyzję o założeniu bloga, wyjściu do ludzi, pokazywaniu się na zdjęciach, pisaniu osobistych tekstów. To wymagało odwagi i wyjścia z ukrycia, wkroczenia w ten internetowy tłum. Myślę dziś, że taki „komfort nieistnienia” muszę też dać swojej córce.
5) Dziecko nie jest moją własnością. Podobnie jak jego wizerunek. Wiem, że żaden rodzic, który jest np. znanym blogerem nie chce skrzywdzić dziecka, a publicznie pokazuje je  tylko z miłości, chęci pochwalenia się światu. Ale… wyobraźmy sobie taką sytuację: minęło 20 lat, zbuntowane dziecko pokłóciło się z nami na śmierć i życie, a teraz… pozywa nas do sądu, bo złamaliśmy jego prawo do prywatności, do posiadania wizerunku (który został zaburzony np. fotkami na nocniku albo w obciachowym, różowym kubraczku), nie życzyło sobie, aby jego zdjęcia z dzieciństwa były przez nas pokazywane. I co? Prawdopodobnie sprawę wygra. Jakiś czas temu poruszył ten problem Wojciech Wawrzak, prawnik i autor bloga Prakreacja.pl:

prakreacja

Nie wiem, jaki macie na to wszystko pogląd, ale odkąd stałam się osobą publiczną, a mój prywatny profil na FB obserwuje sporo nieznanych mi ludzi, utraciłam poczucie bezpiecznej anonimowości. Nie wiem, kto i kiedy mnie podgląda, i czy są to osoby mi życzliwe, dlatego te najbardziej prywatne kadry pozostawię dla siebie i rodziny:)

Zdjęcia: Pikolina