nieCodzienność

Naucz się tego, nim dla twojego dziecka będzie za późno

Nie wiem, czy jesteś rodzicem – ale nawet jeśli nie, koniecznie doczytaj ten tekst do końca, bo nigdy nie wiemy, w jakich okolicznościach można się kiedyś znaleźć. 

Jeśli natomiast jesteś mamą lub tatą, to ten obezwładniający, mrożący strach będzie Cię męczył już zawsze. W każdej chwili, gdy twoje dziecko będzie chore lub niespodziewanie znajdzie się w niebezpiecznej sytuacji.

Ten pierwszy raz, gdy na moment zatrzymało się moje serce, miał miejsce kilka miesięcy temu. Na moich oczach wydarzyła się rzecz, która sparaliżowała mnie do tego stopnia, że na wiele długich godzin ze strachu odjęło mi mowę, miałam ręce trzęsące się jak delirium, a na weselu koleżanki, które odbywało się wieczorem, z nadmiaru emocji schowałam się w kącie i wybuchłam płaczem. Nic nie było w stanie powstrzymać spazmatycznych łez.

A była to z pozoru niewinna sytuacja. Sobotnie popołudnie. Byliśmy w kuchni, zwyczajna krzątanina przy obiedzie, Karlos mył naczynia, ja coś pichciłam, a nasza córeczka siedziała w krzesełku dziecięcym i opychała się chlebkiem. Niby zwyczajny dzień. Beztroska. Dziecko bezpieczne pod naszym okiem. Blisko, w zasięgu ręki. Zakrztuszenia? W poprzednich tygodniach takich drobnych zakrztuszeń, w których poklepanie po pleckach od razu pomagało, zaliczyliśmy wiele.

Ale tym razem nie miało być tak niewinnie. Malutka połknęła zbyt duży kawałek. Najpierw kaszel. Krztuszenie. Szybkim ruchem wyciągnęłam ją z krzesełka, obracając jej ciałem nieco w dół, by grawitacja pomogła odkaszleć ten stojący w przełyku kawałek. Poklepywałam ją po pleckach. Malutka jednak kaszlała i kaszlała. Coraz trudniej było jej złapać oddech. Karol zdecydowanym ruchem zabrał mi dziecko. Poklepywanie, główką w dół. Na moich oczach, w trakcie najdłuższych sekund w życiu rozgrywał się dramat. W ułamku chwili zrozumieliśmy, że to już nie są żarty. Malutka zaczynała się robić purpurowa. Nie mogła oddychać! Paluszki, rączki, całe jej ciało napięło się w tragicznym skurczu. Zamarliśmy.

– DZWOŃ! SZYBKO DZWOŃ! POGOTOWIE!! – krzyczał K., trzymając dziecko głową skierowaną w dół.

Biegnę do pokoju po telefon. Panika. Strach. Komórka. Ręce drżą. Słyszę, że moje dziecko dusi się. Jej paranoiczne próby ratowania się, złapania oddechu. Sekundy. W telefon wpisuję słowa SMS-a. CO??!! Jakiego SMS-a? W tamtej chwili zapomniałam, jak wykonuje się tak prostą czynność, jak dzwonienie. W panice zaczęłam zachowywać się irracjonalnie, palce nie były w stanie wystukać na klawiaturze żadnych cyfr. Ba, nie pamiętałam ich!!! 112, 112,112…

Czy to możliwe?! Czy to możliwe, że ot, tak po prostu mogę w jednej sekundzie utracić mój największy skarb? Maleńką istotę, która jest całym sensem mojego życia? Dlaczego ona nie może oddychać? Boże! Błagam, ratuj nas!!!

Nie wiem, ile sekund jeszcze mija. Karlos zachowuje zimną krew. Ostatnia deska ratunku: wsadza dziecku palec do ust, by usunąć dławiący kawałeczek pieczywa. Udaje się. Nasza dziewczynka do nas wraca. Purpura schodzi z jej małej twarzyczki, strach w oczach zastępuje dziecięca radość.

Radość, ulga. Nie wierzymy w to, że przed chwilą ot tak, mogliśmy stracić nasze światło, słońce, sens.

Mija parę sekund, gdy wpadam w trans strachu. Ta sytuacja i świadomość, że mogliśmy stracić dziecko z tak głupiej przyczyny sprawia, że do końca dnia okrutnie boli mi serce. Nie mogę normalnie oddychać, jakby ktoś położył na mojej piersi głaz. Ręce drżą.

Dopiero chwilę później włączamy z Karlosem internet. Oglądamy filmiki o pierwszej pomocy, mówiąc sobie, jak głupi byliśmy, nie będąc przygotowanym na takie sytuacje. Gdzie my mieliśmy głowę? To fart, że działając intuicyjnie, uratowaliśmy malutką.

Jak się reanimuje dziecko? W takich chwilach liczą się ułamki sekund…  30 uciśnięć, oddech. 30 uciśnięć, oddech. 30 uciśnięć, oddech.

Palec wsadzony do ust, od boku do boku, ruchem zagarniającym, żeby przypadkiem nie wepchnąć dławiącego przedmiotu dalej do gardła.

Proszę. Naucz się tego. Włącz sobie filmiki na YT o pierwszej pomocy, o postępowaniu przy zaktrzuszeniach. Pamiętaj, że masz sekundy, które decydują o wszystkim.

 

Fot. Pikolina