nieCodzienność

Czy osoba mało asertywna może wychować asertywne dziecko? [WYWIAD]

A dziś wywiad z Joanną Kokoszkiewicz, moją szwagierką, która jest coachem mam, trenerką umiejętności wychowawczych i pedagogiem. Jej misją jest pomaganie mamom – sama jest jedną z nich. Ta rozmowa, jak mam nadzieję, skłoni Cię do pracy nad swoim szczęśliwym życiem, nieważne, czy masz dzieci, czy nie.

Żudit: Na swoim blogu oraz kanałach social media wiele mówisz o ćwiczeniu uważności. Czym dokładnie
ona jest i na czym polega jej ćwiczenie – czy mogłabyś opisać na konkretnej życiowej sytuacji?

Rzeczywiście, dużo o tym piszę. Uważność przenika każdy obszar mojego życia i jestem jej wielką fanką. Zaprzyjaźniłyśmy się lata temu i nasza relacja każdego dnia się pogłębia. Gdybym miała ją opisać w najprostszych słowach, to dla mnie jest to bycie takim przytomnym obserwatorem siebie samej. To jest taki stan, w którym nie reagujesz nawykowo, automatycznie na różne bodźce, tylko znajdujesz przestrzeń pomiędzy bodźcem a swoją reakcją. Kiedy jesteś w tej przestrzeni to „słyszysz” myśli w swojej głowie i czujesz emocje w ciele. I to właśnie w tej przestrzeni możesz dokonać świadomego wyboru, co zrobisz z tą myślą czy tym uczuciem, zamiast poddawać się automatycznej reakcji. Jak to ćwiczyć? Chociażby biorąc oddech i zadając sobie wtedy pytanie „Co się teraz we mnie dzieje?” Opiszę to na przykładzie w kolejnym punkcie o wybuchach gniewu – uwielbiam ten temat.

Czy osoba mało asertywna może wychować asertywne dziecko? A jeśli tak, to od czego powinna zacząć?
To, co warto wiedzieć o wychowaniu, to fakt, że dzieci uczą się przez to, co my rodzice robimy, a nie przez to, co mówimy. Więc idealnie byłoby, żeby rodzicie, którzy chcą przekazać dziecku jakąś ważną dla nich wartość, sami również byli przykładem jej stosowania. Wtedy dziecko uczy się przez zjawisko „osmozy”, samoczynnie, bezwysiłkowo. Od czego zacząć? Od odkopania pokładów asertywności w sobie 😊 Każda z nas je ma.

Rodzicom nieraz zdarzają się niekontrolowane wybuchy gniewu. W jaki sposób nasza złość krzywdzi dziecko?
Jakiś przykład z życia?

Jasne, że zdarzają się nam takie wybuchy i trzeba pogodzić się z tym, że one będą się pojawiać, a jednocześnie warto pracować nad tym, żeby było ich jak najmniej. To nawet nie tyle nasza złość krzywdzi dziecko, a raczej to, co robimy pod jej wpływem. A robimy różne rzeczy. (Tutaj zachęcam do zapisania się na mój newsletter – KLIK!, w którym pobierzesz darmowe video o tym, jak radzić sobie ze złością).

Możemy wykrzyczeć różne raniące słowa, a nawet uderzyć, czy szarpnąć dziecko. A to krzywdzi, bo najogólniej rzecz ujmując, dziecko na podstawie naszych zachowań buduje później obraz siebie: niedobrego, mało wartościowego, niezasługującego na miłość, itd. A to potrafi stygmatyzować na długie lata, czasem na zawsze.
I tutaj wracamy do tematu uważości. Jeśli nie jesteśmy uważni, to nasze zachowania będą automatyczne, na silnej energii złości. A jeśli ćwiczymy uważność, to znajdziemy tę przestrzeń pomiędzy tym co nas zezłościło a naszą reakcją. W ten przestrzeni poczujemy np. nasze zaciśnięte pięści czy napięte ramiona, rozpoznamy je jako informację o napływającej złości i będziemy mogli wybrać jak chcemy zareagować. W efekcie zamiast krzyczeć na dziecko, że znowu porozrzucało zabawki, będziemy mogli spokojnie powiedzieć: „Wiesz, jak widzę te porozrzucane zabawki, to jestem naprawdę wściekła. Posprzątaj je proszę”.
 Jak przyznają same Twoje dzieci (które są fenomenalne: mądre, błyskotliwe i asertywne),
w Waszym domu nie ma kar. Opowiesz nam o systemie „naturalnych konsekwencji” zamiast kar?

Ale mnie rozbawiłaś. No tak, nie ma kar. Czyli jeśli np. moje dzieci zapomniały nauczyć się do klasówki i dostają jedynkę, to nie mają zakazu oglądania telewizji, tylko mają jedynkę i to ona jest naturalną konsekwencją. Wtedy, ponieważ zależy im na dobrych ocenach, czują smutek czy rozczarowanie, zmuszeni są chodzić do nauczyciela, prosić o możliwość poprawy, muszą w krótkim czasie nadrobić dany materiał. Mają tak dużo pracy, że i tak nie mają czasu na oglądanie telewizji.

Bardzo ciekawi mnie, jak udało Ci się stworzyć tak niesamowity, pełen ciepła i wzajemnego szacunku dom, w którym mąż sam z siebie zmywa wieczorem naczynia, dzieci bez marudzenia rozwieszają pranie, a syn, nawet nieproszony, sprząta ze stołu naczynia po rodzinnym obiedzie. Zdradź ten przepis na… sukces!
To teraz jestem jeszcze bardziej rozbawiona. Prawda jest taka, że od lat pracujemy z mężem nad tym, żeby w naszym domu było tak, jak piszesz i bardzo się cieszę, że tak to odbierasz. Ponieważ mam w sobie ogromną niezgodę na to, żeby to kobieta sama ogarniała dom, dzieci i psa, to po prostu mamy ustalone pewne zasady co do obowiązków domowych. Są sposoby na to, żeby zrobić to asertywnie i jednocześnie w zgodzie z potrzebami wszystkich domowników.
A jednocześnie myślę sobie, że podczas odwiedzin u nas trafiłaś na wyjątkowo dobry okres, kiedy wszyscy bez zbędnych dyskusji wykonywali różne domowe obowiązki. A prawda jest taka, że u nas, pewnie tak jak w każdym domu, raz jest łatwiej, a raz trudniej. Raz dzieci chętnie pomagają, a raz w ogólne nie mają na to ochoty. Jesteśmy pod tym względem zupełnie normalnym domem.

Opowiedz o swojej książce, która właśnie jest w redakcji. Jakie kwestie porusza i w czym pomoże rodzicom?
To będzie książka dla mam. O tym, że każda świadoma mama chce dać dziecku takie wartości, jak bezpieczeństwo, miłość, wolność. Tylko czasem zapomina o tym, że najpierw warto dać to sobie samej. Wtedy właśnie wychowanie staje się bezwysiłkowe, a dzieci uczą się przez zjawisko osmozy.
Będzie w niej też mnóstwo cudownych praktyk rozwojowych, a także życiowych porad o tym, jak dogadać się z mężem czy znaleźć pracę marzeń. Będzie też cały rozdział poświęcony uważności i asertywności i wiele osobistych historii zarówno moich, jak i moich klientek. Taki balsam na nasze bolączki i moja 14-letnia matczyna podróż rozwojowa w pigułce.

Nie mogę się doczekać lektury, dzięki za wywiad!:)