nieCodzienność

Zakup mieszkania marzeń – na co koniecznie trzeba zwrócić uwagę?

Jak wiecie, ostatnio sukcesem zakończyliśmy długie poszukiwania. CZTERNAŚCIE obejrzanych mieszkań i lokalizacji.  I wreszcie to jedyne odnalezione pod koniec kwietnia. Zaliczka wpłacona, ale myślę, że w to nasze szczęście uwierzę dopiero wtedy, gdy dostanę klucze do ręki. 

Bardzo się cieszę, że wreszcie zakończymy naszą tułaczkę po wynajmowanych stancjach, bo tych za nami już też przynajmniej siedem. Dziś opowiem o najważniejszych kwestiach, na które warto zwrócić uwagę, szukając wymarzonego gniazdka.

Dlaczego mieszkanie, a nie dom z ogródkiem? Bo to czasy, które od ludzi młodych wymagają mobilności. Jeśli za chwilę któreś z nas straci pracę i dostanie lepszą ofertę w Poznaniu czy Warszawie, po prostu się spakujemy i wyjedziemy.  Dom na tym etapie byłby sporym ograniczeniem: z czasem traci na wartości, trudniej go wynająć, a co dopiero sprzedać. Mieszkanie wynajmujesz studentom i… see you later. Być może za kilka lat coś nam się odmieni i zaczniemy myśleć o domu z ogródkiem… ale na pewno nie teraz. Na chwilę obecną naszym zdaniem bardziej przyszłościową inwestycją jest zakup mieszkania w dobrej lokalizacji.

Rynek wtórny czy nowe budownictwo? Każde z rozwiązań ma swoje zalety: nowe budownictwo to przede wszystkim długoterminowa inwestycja. Takie mieszkania za 20 lat nie będą miały 60 lat, jak obecne bloki  z czasów PRL-u. Ponadto zachęca też nowoczesny design, nietypowe rozmieszczenie pomieszczeń, przestronne klatki, windy i… zazwyczaj młode sąsiedztwo. Minus to oczywiście ceny. W Białymstoku za metr kwadratowy gołych ścian płaci się ok. 6 tysięcy, a do tego trzeba przecież dodać koszty materiałów i robocizny.

Rynek wtórny? Przekonują oczywiście lepsze ceny. Plus także za dobre lokalizacje i rozbudowaną infrastrukturę: żłobki, szkoły, przychodnie lekarskie, punkty usługowe. Rynek wtórny daje też możliwość szybkiego kupienia mieszkania świeżo po remoncie – a remont dla nas, pary z małym dzieckiem, był czymś, czego stanowczo nie chcielibyśmy doświadczyć.

Blok czy wieżowiec?

Moja pierwsza, stanowcza decyzja: oczywiście blok. Jest jednak kilka „ale”: trudno dorwać mieszkanie na niskim piętrze, bo 95% ofert to lokale na trzecim lub czwartym poziomie. Noszenie tak wysoko wózka i dziecka? Mój kręgosłup czarno to widział. A wieżowiec? Duży plus za windy i niesamowite widoki na panoramę miasta. Przez dwa ostatnie lata mieszkaliśmy na ósmym piętrze – oglądanie niecodziennych zachodów słońca lub spektakularnych wyładowań atmosferycznych  – bezcenne! Każda kawa i śniadanie z widokiem na przepiękną, rozległą panoramę… naprawdę będę za tym tęsknić.

Minusy wieżowca? Oczywiście mało kameralne otoczenie, cały przekrój społeczny, jeśli chodzi o sąsiadów: imprezujący studenci, emeryci, faceci z problemami alkoholowymi, rodziny z dziećmi, samotne starsze panie. Wiem, że podobnie może być też w bloku, ale po prostu z uwagi na wielkość wieżowca zwiększa się szansa na problematycznego sąsiada. Przez ostatnie miesiące mieliśmy właśnie takiego pana, który skutecznie utrudniał życie wszystkim dookoła. Niby cichy starszy człowiek. Tylko niestety – lubił sprowadzać do swojego mieszkania bezdomnych kolegów i z nimi pić. Skutkowało to tym, że w windzie, którym jeździliśmy my, małe dzieci czy kobiety w ciąży, często śmierdziało moczem, wydzielinami, przetrawionym alkoholem. Naprawdę nie chcielibyście tego poczuć.

No właśnie, ale jak „wybadać” sąsiedztwo?

Przy każdym oglądanym mieszkaniu robiliśmy wywiad. Jeśli agent nieruchomości zbytnio nie orientował się, kto mieszka w danej klatce, obieraliśmy własną strategię. Pierwszy ogląd: warto przejść się po wszystkich piętrach i zwrócić uwagę, czy przed mieszkaniami nie ma jakichś gratów, bałaganu, nie słychać kłótni itp. Dlaczego mówię o tych gratach przed drzwiami mieszkań? Bo np. nasz „pan śmierdzioszek” zbierał różne bibeloty ze śmietników i znosił je do domu. Cały ten bałagan wylewał się także przed drzwi jego mieszkania.

Inną metodą, którą podpowiedziała nam pani agentka nieruchomości, jest po prostu telefon do dzielnicowego (numer zazwyczaj jest podany w gablotce na parterze) z pytaniem, czy nie ma w tej okolicy licznych interwencji lub czy kojarzy problematycznych sąsiadów z danej klatki.

Moją metodą na wybadanie sąsiedztwa praktycznie na kilka godzin przed podpisaniem umowy przedwstępnej był zwykły dziennikarski wywiad. Pojechałam pod blok, zadzwoniłam do klatki, udając przed pierwszą lepszą osobą, że zapomniałam kluczy. Otworzyła mi miła sąsiadka, a ja przeszłam się po wszystkich piętrach. Potem zapukałam do sympatycznej pani, która kilka minut temu wpuściła mnie na klatkę. Przedstawiłam się jako osoba, która właśnie kupuje tu mieszkanie i niepokoi się, ponieważ nic nie wie o przyszłym sąsiedztwie. Miła pani bardzo ciepło mnie przyjęła. Opowiedziała, że mieszka w tym bloku od trzynastu lat i o sąsiadach wie praktycznie wszystko. Szczęśliwie dla nas okazało się, że faktycznie jest to spokojna i cicha klatka.

Mieszkanie do remontu czy w stanie do wejścia?
Tu znów wszystko rozchodzi się o pieniądze. Ta pierwsza opcja może być o kilkadziesiąt tysięcy tańsza i daje możliwość stworzenia czegoś konkretnie pod twój gust. Jeśli masz zaprzyjaźnioną ekipę remontową, nie spieszy ci się i możesz jeszcze pomieszkać w starym mieszkaniu, podczas gdy to nowe się remontuje, to właściwie dlaczego nie. Warto jednak pamiętać, że dodatkowe miesiące remontu to opłacanie czynszu w dwóch mieszkaniach jednocześnie. Nie zdecydowaliśmy się na tańsze mieszkanie do remontu właściwie tylko z uwagi na to, że jesteśmy zapracowanymi rodzicami małego dziecka i trochę nie wyobrażaliśmy sobie tej codziennej gonitwy. Praca – dom – „plac budowy” – kontrola fachowców, nerwy, nasza córka biegająca w tym remontowym brudzie. Po prostu nie. Dlatego  szukaliśmy tylko opcji „do wejścia”.

Bliżej centrum czy obrzeża miasta?

przy dziesiątym z rzędu obejrzanym mieszkaniu okazało się, że odpowiedź wcale nie jest taka oczywista! Początkowo wybieraliśmy tylko oferty blisko centrum. I owszem – do pracy kilka minut drogi, wszystko pod ręką, ale… ten hałas, te samochody, ten blok na bloku… To nie do końca to. Oczami wyobraźni widzieliśmy naszą córkę wybiegającą z klatki właściwie prosto na ruchliwą ulicę. Dlatego pewnego dnia daliśmy szansę ofercie zlokalizowanej na Słonecznym Stoku – osiedlu, które właściwie skreśliliśmy na początku poszukiwań z uwagi na odległość do naszych firm. Ale spotkało nas pozytywne zaskoczenie: autobus miejski dowiózł nas z centrum pod tamtą lokalizację właściwie w niecałe 20 minut. Wysiadamy z małą, a tam… niesamowicie zielona okolica. Cudowne stawy ze ścieżkami do spacerowania, niedaleko las, trasy rowerowe, łąka, kameralne osiedle, pachnąca bułeczkami piekarnia pod klatką. Słowem – sielanka dla rodziny! Tamta oferta mieszkania dała nam wiele do myślenia. Tak naprawdę to nie zdecydowaliśmy się na nią tylko przez to, że w mieszkaniu od lat palono papierosy. Jak pewnie wiecie, tego smrodu ze ścian tak łatwo pozbyć się nie da.

Wanna czy prysznic? Odwieczna zagwozdka! Ja należę do #teamuWanna – kocham wieczorne czytanie w gorącej kąpieli, domowe, nieśpieszne spa. Wychodzę z założenia, że w wannie zawsze można wziąć i szybki prysznic, i długą kąpiel, ale w kabinie prysznicowej to już się raczej nie położymy na relaks w pianie:)

Kuchnia otwarta czy zamknięta?
Ostatnio w facebookowej dyskusji mieliście na ten temat bardzo podzielone opinie. Kuchnia otwarta na salon to przede wszystkim radość z bycia razem, wspólnego rodzinnego gotowania bez konieczności wychodzenia do oddzielnego pomieszczenia. To także wizualne powiększenie przestrzeni. Ostatecznie jednak mnie odstraszył ten wiecznie widoczny bałagan – sprzątanie na bieżąco nie jest naszą zaletą. Dlatego temu widokowi garów na wejściu powiedzieliśmy nie. Cały bałagan oraz unoszące się z kuchenki zapachy pozostaną jednak w zamkniętym pomieszczeniu. Dodatkowo salon staje się bardziej prywatnym pomieszczeniem, opcjonalnie sypialnią, do której nikt nie wchodzi  o szóstej rano, aby nastawić wodę na kaszkę:)

Widoki z okna – koniecznie dowiedz się w spółdzielni, czy deweloperzy nie mają planów wybudowania przy twoim bloku kolejnych budynków mieszkalnych. Widoki z okien mają znaczenie – a jeśli z każdej strony widzisz tylko ściany bloków zamiast np. zielonego skweru, to w dłuższej perspektywie może to mieć wpływ na twoje samopoczucie. Ostatnio usłyszałam nawet, że wartość mieszkania mojej koleżanki spadła o 30% – dlatego, że jeden z deweloperów wybuduje blok w miejscu, gdzie dziś jest piękny przyblokowy ogródek.

Czy mieszkanie jest skrajne? Położenie na parterze – raczej nie polecam. Nie chodzi już tylko o nisko usytuowane okna, przez które wszyscy zaglądają, ale także chłód i wilgoć ciągnące z piwnicy. Podobnie z mieszkaniem na ostatnim piętrze – latem od dachu robi się gorąco jak w ukropie, zimą natomiast bardzo chłodno. Także sytuowanie przy skrajnej ścianie bloku może (choć nie musi) generować większe koszty za ogrzewanie.

Miesięczne koszty utrzymania mieszkania – jedno z oglądanych przez nas mieszkań miało ponad 70 metrów kwadratowych powierzchni, a co się z tym wiązało, także ogromny czynsz. Podczas gdy średnio w Białymstoku wynosi on 400-500 zł plus opłaty eksploatacyjne, tu musielibyśmy płacić 700 zł czynszu plus rachunki za gaz i media. Sumując ratę kredytu z tak dużym czynszem po prostu zrezygnowaliśmy z oferty, mimo że była obiecująca.

Myślę, że wymieniłam najważniejsze kwestie, które braliśmy pod uwagę. Niemal sześć miesięcy poszukiwań, jeżdżenia w różne części miasta i oglądania, spotkania z agentami, kilkanaście obejrzanych ofert. Pamiętam momenty rozczarowania: żadne mieszkanie nie było w stanie w pełni spełnić naszych oczekiwań. Bo jeśli ładnie wyremontowane, to na wysokim piętrze bez windy. Albo jak piękne, wprost od architekta wnętrz, to o małej (np. 48-metrowej) powierzchni. Albo jeśli korzystna oferta cenowa, to niestety lokal usytuowany na parterze… wieżowca.

Z dzisiejszej perspektywy myślę jednak, że warto było czekać, marudzić i nie godzić się na kompromisy. Pewnego dnia na Otodom.pl pojawiła się bowiem oferta marzeń: pierwsze piętro bloku, zielona okolica blisko centrum, cztery pokoje, po remoncie i w świetnej cenie. Szybko je zarezerwowaliśmy i podpisaliśmy umowę przedwstępną. Bardzo się cieszę i wprost nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka tygodni i tam zamieszkamy. Uwierzę pewnie dopiero, gdy się wprowadzimy!

Zdjęcia: Pikolina