Taki Lajf!

Pierwsza zasada podwórka: „dziewczynki są głupie i słabe!”.

Ta historia wydarzyła się wczoraj. Ostatnio coraz bardziej otwieram oczy na to, że podwórko i dzieciaki są jak dżungla. Walcz i pokaż swoją pozycję, albo zgiń. 

Zacznijmy historię… Plac zabaw przy 11-piętrowym wieżowcu. To taka nasza mini plaża z licznymi atrakcjami: są tu zjeżdżalnie, huśtawki, oddzielna piaskownica. Tuż obok – spore wybetonowane boisko do gry w piłkę nożną i koszykową. Każdego dnia grają tam w nogę osiedlowi chłopcy w wieku 6-10 lat.
Dziewczynkę (Hanię) spotykam w piaskownicy po raz pierwszy. Od razu pałam do niej sympatią: rezolutna, odważna, pogodna. Na oko ciekawa świata i ludzi siedmiolatka. Zaskarbiła sobie moje serce tym, że ochoczo chciała się bawić z moim 1,5-rocznym oseskiem (dodajmy tu, że starszaki wcale się nie rwą do zabaw z dzieckiem, które zamiast budować, woli wszystko niszczyć).

W cieniu tej dziewczynki – jej tata. Towarzyszy, obserwuje, pilnuje i… blokuje. Te dwa ostatnie słowa będą kluczowe dla mojej opowieści. Bo nasza rezolutna dziewczynka siedząc w piaskownicy, tęsknie zerka w stronę głośnych chłopaków biegających za piłką na betonowym boisku. Tak tęsknie, że bez słowa wybiega z piaskownicy i leci w ich stronę – też chce grać z nimi w gałę. Gdy jest już niemal na miejscu, niczym czujny orzeł, od tylu nadlatuje i porywa ją w ramiona jej tata.

– Haniu, piłka to nie jest zabawa dla dziewczynek!
– Ale dlaczego, ja chcę! – krzyczy ta mała i w złości krzyżuje ręce, robiąc buzię w podkówkę.
– Bo możesz tam upaść i się przewrócić – mówi tata.

Dziewczynka wraca z nim do nas, do piaskownicy. Jest bardzo rozczarowana, energia wprost ją rozpiera – też chce biegać z chłopakami za piłką. Potrzebuje z nimi rywalizować, strzelać gole. Dlatego mała nie poddaje się. Jeszcze nie teraz. Próbuje ponownie:

– Mogę z wami grać? – podbiega, znów wyrywając się spod jurysdykcji nadopiekuńczego taty. Stanęła, rozochocona, z tak wielkim entuzjazmem w oczach, że nie odmówiłby jej chyba nikt. Tata na chwilę machnął ręką, jeszcze nie biegł w jej stronę, nie napominał. Ale oto Hania miała usłyszeć wyrok najboleśniejszy z możliwych. Wyrok podwórkowego sądu chłopaków:

– Nie. Idź stąd sobie. Dziewczyny są słabe i głupie. Gała jest dla chłopaków – odpowiedział jej 7-letni wyrostek, który naszej dziewczynce sięgał może do ramienia.
Słysząc to, czuję, że się we mnie gotuje. Już szykuję temu gówniarzowi ciętą ripostę. Już otwieram usta, by coś powiedzieć, ale tuż obok pojawia się tata Hani:

– Tyle razy ci mówiłem! To dla twojego dobra. Gry chłopaków nie są dla dziewczyn. Możesz tam opaść i zbić kolanko. Będziesz płakać. Ktoś może cię przewrócić!

Odrzucona. Znów skarcona przez tatę. Ze spuszczonym wzrokiem, z tymi oczami kota ze Shreka… zeszła z boiska. Ta cudowna dziewczynka poznała dziś swoje miejsce w szeregu. Przesłanie jej tatusia i chłopców z podwórka? Nie powinna być odważna. Nie powinna wchodzić w męskie sprawy. Nie dla niej piłka, rywalizacja, ryzyko upadku. Lepiej niech idzie do piaskownicy zbudować zamek. Lepiej niech się pohuśta w bezpiecznej huśtawce. Nie mnie było się wtrącać, choć serce bolało tego słuchać. Jak zniszczyć dziecięcy entuzjazm, ciekawość świata i odwagę w kilka minut? Właśnie tak. Brawo ty, tatusiu.

Gdy zgaszona „ciętą” ripostą Hania poszła do domu, we mnie nadal się gotowało. Dlatego też, kiedy moja córka wpadła na pomysł, by przeszkadzać starszakom w grze w nogę, nie zabierałam jej stamtąd. Biegałam za tym niespełna metrowym malcem, który plątał się chłopakom pod nogami i nie ukrywajmy – utrudniał grę. A macie wy! My, dwie dziewczyny „umilimy” wam tu granie – taki odwet za tamtą małą. Czy moje dziecko upadło na betonowym boisku? Olaboga, kilka razy. Czy płakało? Tak, mocno. Ale za chwilę znów odważnie biegło do chłopaków, by odebrać im piłkę. Byłam z niej dumna i jeszcze bardziej zachęcałam do tej nierównej rywalizacji, czuwając tylko nad jej bezpieczeństwem. Co dziwne, ten sam chłopiec, który jeszcze kilka minut temu wygonił koleżankę, wyrokując, że jest głupia i słaba, zawyrokował też o mojej córce:

– Eeej, uważajcie na tą małą. Ona jest fajna. Odważna taka.

Zamurowało mnie.

Nie wpajajmy naszym córkom tych chorych, ograniczających i dyskryminujących głupot! Jak czegoś nie można, ale bardzo się chce, to wolno;)
Siedmioletnia Hania, której już teraz wmawia się, że jest słaba i krucha, za dwadzieścia lat będzie nieśmiałą Hanną. Zbyt słabą, by powiedzieć „nie” szefowi, który ją molestuje. Zbyt słabą, by odważnie poprosić prezesa o podwyżkę. Zbyt słabą, by w ogóle próbować podbijać ten niebezpieczny męski świat, w którym może się sparzyć.

Zdjęcia: Pikolina