nieCodzienność

Radosna nowina… po raz drugi <3

Jakieś pół roku temu byłam gościem kulturalnej audycji Radia Białystok, prowadzonej przez Dorotę Sokołowską. Rozmawiałyśmy o premierze jednej z książek mojego wydawnictwa, którą opiekowałam się marketingowo. Po skończonym nagraniu pani Dorotka zaprosiła mnie do siedziby redakcji na kawę. 

Za chwilę dołączył do nas mój kolega z polonistyki, Marcin, który także pracuje tam jako dziennikarz. Godzina miło przeleciała nam na ploteczkach, wspominaniu dawnych znajomych, rozmowie o pracy i dzieciach. Kiedy po zakończonym spotkaniu pani Dorotka odprowadzała mnie do wyjścia krętym labiryntem radiowych korytarzy, usłyszałam jedno z najciekawszych zdań w swoim życiu. Brzmiało to mniej więcej tak:

– Wiesz Judyta, mogę nie mieć zdrowia, może mi się nie układać w życiu uczuciowym i mogę nie akceptować swojego ciała. Tak, właściwie to przyznam ci się, że nigdy nie podobam się sobie na zdjęciach. Chyba dlatego robię ich sobie coraz więcej, bo a nuż pewnego dnia wyjdę na jakimś ładnie. Ale mniejsza o te bałostki. Zaraz będę obchodzić swoją pięćdziesiątkę i powiem Ci, że jakoś tak wewnętrznie czuję wielki spokój. Bo najważniejsze w życiu już mam. Dzieci. Nie sukcesy zawodowe i nie kolejne znajomości, ale dzieci to najcudowniejsze, co mnie kiedykolwiek spotkało. Bez nich to by dopiero była dziś pustka.

Po naszym pożegnaniu całą drogę o tym rozmyślałam. O tym zdaniu wypowiedzianym przez znaną w środowisku dziennikarkę, mamę, którą dzieci uwielbiają. To takie piękne, móc powiedzieć w swoje 50 urodziny, że czujesz się całkowicie spełniona.

W duchu zaczęłam też mówić sama do siebie:

– No i zobacz, Judyta. Też czujesz się dziś spokojna i wdzięczna. A jeszcze pół roku temu siedziałaś w domu pieluchach. Nieraz zdołowana samotnością czterech ścian. Tym monotonnym dniom bez towarzystwa ludzi zdawało się nie być końca. A dziś? Twoja córeczka bez protestowania i dramatów (kiedyś to było dla ciebie niewyobrażalne – zupełnie swobodnie wyjść z domu i zostawić z kimś małą?) zostaje pod opieką babci. Ty pracujesz w świetnym miejscu, znów się rozwijasz, znów umawiasz się z wartościowymi ludźmi. Widzisz, jak to wszystko szybko minęło? I dziś, siedząc na spotkaniu z dziennikarką, którą od lat podziwiasz, możesz powiedzieć sobie: tak, to co najważniejsze w życiu też już mam. Stworzyłam rodzinę, którą kocham. To jest właśnie niesamowity sukces.

Co więcej, złapałam tak potrzebny kobiecie balans między rodziną a życiem zawodowym. Idę do przodu. Wiem, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ale też… w każdej chwili jestem gotowa rzucić wszystko i pędzić do swojej córeczki. Ona jest całym światem. Marzyłam jednak o tym, by nie była sama na świecie. Wiadomo, rodzeństwo to ponoć najlepszy prezent, jaki rodzice mogą dać dziecku.

I jakiś czas temu niespodziewanie okazało się, że nasz PREZENT dla Niej właśnie jest w drodze!  <3 Czujemy radość. Radość bardziej dojrzałą niż przy pierwszym dziecku, bo świadomą tego absolutnego cudu stworzenia i wyczekującą z absolutną wdzięcznością <3

 

Fot. Pikolina