Taki Lajf!

Na co warto się przygotować, planując drugą ciążę?

Jest 4:30 rano, piszę ten post, bo tradycyjnie o tej porze nie mogę spać. Obudził mnie bolący pęcherz i głód taki, jakbym nie jadła od co najmniej trzech tygodni. 

Zawsze uważałam, że w życiu warto szykować się na złe scenariusze, a potem ewentualnie pozytywnie rozczarować. Taki bufor bezpieczeństwa. W ten właśnie sposób przygotowałam się na nasze pierwsze dziecko: zakładałam, że jak się urodzi, to będziemy neptkami śpiącymi po kilka godzin na dobę, że dziecko będzie miało nieustanne kolki i zapewne nie uda mi się z laktacją. Życie pozytywnie mnie zaskoczyło: trafiło nam się dziecko, które przesypia 10-12 godzin w nocy, jest radosne, otwarte na świat i totalnie bezproblemowe w opiece. Dlatego zaczynam się obawiać, że drugie już tak łatwe w obsłudze nie będzie

Na drugą ciążę jakoś tak naturalnie założyłam pozytywny scenariusz – po prostu przyjęłam, że będzie taka prosta i bezproblemowa, jak pierwsza. Do głowy mi nie przyszło, że może być inaczej.

Na co więc przygotować się, planując drugą ciążę?

Po pierwsze, mając już dziecko, można zapomnieć o całych dniach przepędzonych w łóżku na drzemkach i lekturze ulubionej książki. Choćbyś właśnie mdlała z ciążowego zmęczenia, będziesz musiała znaleźć w sobie siłę, by się podnieść i pójść umyć dziecku zaklejone rączki czy przytulić, bo sekundę temu uderzyło się w paluszek. Chwała Bogu za naszych partnerów, którzy na ile mogą, przejmują w tym czasie większość obowiązków przy maluchu. Bez wsparcia Karlosa chyba bym zeszła ze zmęczenia.

Po drugie, fizycznie wszystko może być zupełnie odwrotnie, niż w pierwszej ciąży. U mnie ten „pierwszy raz” był bezproblemową sielanką: zero nudności, zero zachcianek, brak chęci obżerania się, ba – była nawet ochota i siły, by przez pełne 6 miesięcy ciąży nadal ćwiczyć z Chodakowską! Słowem – błogosławiony stan umysłu;) Teraz już od pierwszych tygodni nie dam rady ruszyć ani ręką, ani nogą – nieustannie czuję się zmęczona, jakbym zapadła na ciężką grypę lub co najmniej wróciła z kamieniołomów.

Po trzecie – dojrzalej będziesz się cieszyć. Badania USG w ciąży numer jeden nie budziło we mnie żadnych emocji – ot, fajnie, jest dziecko w drodze. Chyba byłam jeszcze emocjonalnie niedojrzała, by zdać sobie sprawę, jaki to cud istnienia, że oto moja największa życiowa miłość tak pięknie się rozwija. Do samego końca, czyli do porodu nie mieliśmy z K. jakichś płaczliwych odlotów radości. A druga ciąża? Kiedy w 11 tygodniu ciąży byliśmy we dwoje na badaniu prenatalnym i usłyszeliśmy bicie serduszka, ryczałam. Karlos też chował się za kotarą – na bank wycierał łezkę w oku. Kiedy wyszliśmy z gabinetu, skakałam z radości i czułam tak wielkie szczęście oraz miłość do całej swojej rodziny, że całowałam i tuliłam K. na ulicy, jak jakiś zakochany podlotek. Tak, córka zdążyła już nas nauczyć tej niekontrolowanej radości z rzeczy z pozoru błahych i zwyczajnych.

Po czwarte – masz już mniej obaw, przed Tobą mniej niewiadomych.
Oczywiście, drugie dziecko pewnie urodzi się totalnie inne, wszystko może być na opak, ale przynajmniej w tym momencie czujesz, że raczej dasz sobie radę, skoro przy pierwszym maluchu jakoś sobie poradziłaś.

Po piąte – zdrowie i kondycja fizyczna mogą Cię zaskoczyć. Mnie totalnie pokonały. Właśnie trwa 15 tydzień, a ja nie pamiętam dnia, w którym nie miałabym dołujących nudności. Torsje potrafią złożyć mnie wpół totalnie bez uprzedzenia, nawet w trakcie popołudniowego spaceru po osiedlu. Nie mogę spać w nocy, a potem w ciągu dnia potrafię usnąć na godzinę, nieprzytomnie odcinając się od rodziny. Ciągle mogłabym jeść – ale każda potrawa musi zawierać ogórki kwaszone. Bez nich świat traci sens – tak podpowiadają moje kubki smakowe. Ach, i wreszcie zrozumiałam, jak czują się starzy ludzie. Kiedy po prostu przyzwyczajasz się do tego, i przyjmujesz za normę, że każdego dnia coś ci boli, każdy wysiłek fizyczny odbiera siły na wiele przyszłych godzin. Łamie w kościach, strzela w plecach. Druga ciąża to tak naprawdę moja pierwsza starość przeżywana za młodu :D

Szykuję się na inne niedogodności – czas pokaże, co będzie. Właśnie posłaliśmy malutką do żłobka – nie chcę zapeszać, ale chyba się tam fajnie odnalazła – nie zauważa jak wychodzę, nie zwraca uwagi, jak po nią wracamy, tak jest pochłonięta zabawą :) Pozostało jeszcze najtrudniejsze – do końca czerwca wyprowadzić się. Przeżyć ten czas chaosu na pudłach i workach… Jak już to przetrwam, to chyba będę niezniszczalna! Trzymajcie kciuki:)

(Fotka z pierwszej ciąży – Pikolina)