nieCodzienność

Znamy już płeć dziecka! Dlaczego znów czuję się totalnie zaskoczona?

Powtórzę magiczny, ale potrzebny w tym artykule frazes: dla każdego rodzica priorytetem jest po prostu zdrowe i szczęśliwe dziecko. Ale też… chyba każdy z nas po cichu z jakiegoś powodu marzy o chłopcu lub dziewczynce. Dlatego opowiem Wam swoją historię. 

Od małego otaczałam się samymi chłopakami. Jak wiecie, mam trzech młodszych rodzonych braci. A na naszym wspólnym podwórku z dzieciństwa było jeszcze pięciu (!) naszych braci ciotecznych. W całej tej dzieciarni ja – jedyna i najstarsza dziewczynka. Kiedy miałam 8 lat, moja mama chodziła w ciąży, czekając na swoje czwarte dziecko. Jako że było to dawno, nasza rodzina nie znała płci malucha aż do samego rozwiązania. Nadzieja na siostrzyczkę? Ogromna i tęskna. Czekałam na Małgosię. Urodził się jednak Mateuszek – nasz najmłodszy, ale do dziś najbardziej pocieszny mały brat.

Mama również ma samych braci i wiecznie marzyła o siostrze. Taki urok naszej rodziny, że chłopakami stoi. Ma to jednak mnóstwo zalet! Tych wspomnień z dzieciństwa spędzonego z braćmi nie zamieniłabym na nic innego! Ale też… nic na to nie poradzę, że jako dziewczyna marzyłam choć o jednej innej dziewczynie, z która mogłabym trzymać sztamę. Pustkę wypełniałam sobie fajnymi przyjaciółkami. Właściwie na każdym etapie życia miałam przy sobie jakąś cudowną kumpelę, z którą można było konie kraść. Taki substytut siostry.

W rodzinie Karlosa z płcią dzieci jest podobnie – mieliśmy przewagę małych bratanków. Stąd będąc w pierwszej ciąży, wiele miesięcy cieszyłam się, że u nas też, „naturalną koleją rzeczy” urodzi się chłopiec. Dlatego kiedy na badaniu połówkowym lekarz poinformował nas, że jednak w drodze jest córeczka, uznałam, że to niemożliwe i właściwie aż do rozwiązania czułam, że przy porodzie i tak „nagle pojawi się siusiak”. Podświadomie oczekiwałam chłopczyka. Nawet moja mama przy każdym kolejnym USG dopytywała, czy aby na pewno „nadal córeczka”… dla niej też to chyba wydawało się jakieś nierealne.

Ale pewnego jesiennego dnia urodziła się Ona. Najpiękniejsza, zdrowa, idealna. Do dziś, gdy widzę ją biegającą w domu w kolorowych sukieneczkach, spineczkach i z dziewczyńskimi zabawkami, nie wierzę, że ją mam. MAM CÓRKĘ. Ja, z rodziny, w której „wiecznie rodzą się chłopcy”.
Natomiast już w drugiej ciąży lekarz bardzo szybko oznajmił nam, że „widzi siusiaka”. Nasza reakcja? Oczywiście radość i satysfakcja! Będzie inaczej, będzie ciekawie, nastąpi równowaga płci w domu. I tak, przez pięć tygodni, czyli w czasie oczekiwania na następne USG, żyliśmy myślą o synku. Chwaliłam się nim wśród znajomych, opowiadałam córce, jak fajnie będzie mieć młodszego brata.

Zresztą wszystko się zgadzało. Druga ciąża przez pierwsze miesiące była absolutnym przeciwieństwem tej pierwszej. Codzienne torsje, uczucie zmęczenia, łamania w kościach, momenty, w których niemal mdlałam z osłabienia. I te zachcianki!!! Byłabym gotowa zabić za kwaśne ogórki (jedzone w pierwszym trymestrze kilogramami!), litrami piłabym sok z cytryny (!), rzucałam się na pizzę (koniecznie taką z 3-5 rodzajami mięsa) – dotąd nieznane mi kulinarne SZALEŃSTWO.
Nie było więc wątpliwości – będzie chłopiec, objawy i USG nie mogą się mylić. ALE…
Miesiąc później poszłam na kolejne badanie. A nasz kochany lekarz patrzy i się śmieje: „A nie chcielibyście drugiej córeczki? Bo tu jednak na 90% jest laska!”. Aż przebierałam nóżkami z radości. To możliwe? W rodzinie, w której z pokolenia na pokolenie kobiety raczej nie mają sióstr? Cieszyłam się jak głupia, ale spokojnie czekałam na badanie w 20 tygodniu ciąży, które da więcej pewności. Ostatnio zrobiłam USG u dwóch niezależnych lekarzy. Obaj bez wahania potwierdzili: „Będzie druga laska”. Także ten. Ze szczęścia znów nie mogę w to uwierzyć. Będzie babiniec w domu!

PS Co na te wieści Karlos? Jest tak zakochany w naszej pierwszej panience, że druga raczej tylko dopełni szczęścia.

PS 2 Usłyszałam już nawet pierwsze pytania od znajomych: „To ZDRADŹ, co zrobić, żeby była dziewczynka?”. Niestety powiem przesądnie, że najlepiej to chyba uwierzyć w przeznaczenie. U nas dzieje się to „wbrew wszystkim znanym metodom planowania płci”. Bo i „niezawodny” kalendarz chiński, i czas poczęcia – wszystko idealnie wskazywałoby na to, że będzie chłopiec. Nawet lekarz prowadzący przyznał, że bywają przypadki, że wbrew wszystkim sprzyjającym okolicznościom i tak płeć dziecka jest odmienna od tej, którą rodzice sobie „zaplanowali”.

Fot. Pikolina