nieCodzienność

Jak radzić sobie z krytyką i stresem – rozmowa z psychologiem

jak radzić sobie z krytyką

Przy tworzeniu tego wywiadu założyłam, że czytelnik (niezależnie, czy jest studentem/młodym rodzicem/samotną kobietą/panem po 50-tce), który go przeczyta, osiągnie parę korzyści: dowie się kilku rzeczy o sobie i stanie się lepszy. 

Dziś rozmowa z Moniką Kotlarek, absolwentką Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu, autorką bloga psychologpisze.pl, na którym w przystępny sposób opisuje różnego rodzaju zaburzenia psychiczne, problemy dnia codziennego, porady dotyczące zdrowia psychicznego i fizycznego, odpowiadając na trudne pytania.

Żudit: Twój blog Moniko to świetne miejsce, by poznać samego siebie – bardzo się więc cieszę, że zgodziłaś się na tę rozmowę! Przejdźmy do pytań. Załóżmy, że idziemy do nowej pracy, lub po macierzyńskim, wracamy do starej. Tam spotyka nas coś, co w życiu nieuniknione – krytyka. Jak na nią reagować? Na swoim blogu piszesz, że ważne jest, by wczuć się w drugą osobę (czyli w krytykującego) i nie odpowiadać jej od razu – czy rozwiniesz te dwie myśli?

Monika Kotlarek: Ważne jest, by zanim zareagujemy (jakkolwiek: agresją, płaczem), wejść w skórę krytykującego. Może rzeczywiście popełniliśmy błąd. Może coś można było zrobić inaczej, lepiej. Warto popatrzeć, jak wygląda to wszystko z zewnątrz. Oczywiście trzeba zwrócić uwagę na to, czy krytyka dotyczy np. jakiegoś naszego projektu/zadania, czy ktoś krytykuje nas personalnie. W takim wypadku należy jasno postawić granicę i się nie zgadzać na takie traktowanie. Co do niereagowania od razu – powiedzenie „co nagle, to po diable” ma tutaj rację bytu. Warto się na chwilę zatrzymać, zastanowić, policzyć do dziesięciu, pozwolić sobie przede wszystkim ochłonąć i dopiero wtedy odpowiedzieć/zareagować na krytykę. Jeśli to możliwe, poprośmy rozmówcę o chwilę czasu i wyjdźmy z pomieszczenia. Ochłońmy i wróćmy do tej rozmowy za chwilę.

W rodzinie i wśród znajomych obserwuję od jakiegoś czasu ciekawe zjawisko: strach przed odbieraniem telefonów. Sama też się na tym łapię: nieufnie podchodzę do nieznanych, dzwoniących do mnie numerów, bo chyba z góry zakładam coś złego. Skąd w nas takie lęki?[sociallocker]

Myślę, że to jest jakiś problem cywilizacyjny. Żyjemy coraz bardziej online, wiele spraw dziś załatwiamy mailowo czy poprzez Facebook. Ta linia między „realem” a „wirtualem” mocno się zatarła i trwa to na tyle długo, że coraz bardziej boimy się kontaktu z żywym człowiekiem. Także telefonicznego.

jak radzić sobie z krytyką

Stres – o nim też często piszesz na swoim blogu. Załóżmy, że idziemy do nowej pracy: przed nami nieznani ludzie, relacje, w które trzeba wejść, pozycja, którą trzeba sobie od nowa wyrobić. Jak poradzić sobie ze stresem pierwszych dni w nowym miejscu pracy?

Ilu ludzi, tyle stresorów tak naprawdę. Jeśli ktoś się stresuje samą pracą – warto dowiedzieć się wszystkiego, co można o danym stanowisku. Wiadomo, że często boimy się, a zatem także nas stresuje, to, co nieznane, obce, to, czego nie wiemy, nie umiemy. W takim przypadku polecam zamienić problem na wyzwanie. Zamiast mówić: „nie wiem, nigdy się nie nauczę, jest strasznie, są nowi ludzie”, warto się na chwilę zatrzymać i pomyśleć: „OK, nie wiem, mam do tego prawo w nowej pracy, ale na pewno się dowiem, by dobrze wykonywać swoje obowiązki, są nowi ludzie, ale to będą moi koledzy i koleżanki z pracy, więc warto wyciągnąć do nich rękę i się poznać”. W ten sposób minimalizujemy stres, który siłą rzeczy, tak czy inaczej wystąpi. A po godzinach? Na każdego działa kojąco coś zupełnie innego. Najważniejsze, to odnaleźć to, co nas relaksuje. Czy to gorąca kąpiel, kubek herbaty i książka, spacer z psem czy jogging. Wszyscy mamy swoje sposoby na oderwanie myśli i zadbanie o higienę psychiczną. Warto spróbować wszystkiego. Na pewno coś zadziała i na nas.
A teraz o Twoim zawodzie, Moniko: powiedzmy, że moi czytelnicy mają jakiś problem natury psychologicznej (a kto ich dziś nie ma?) i chcą zacząć sobie z nim radzić – ile kosztują sesje z psychologiem i jak wiele (wiem, pewnie trudno to uśrednić) „spotkań na kozetce” potrzebujemy, by uwolnić się od jakiegoś problemu?
Wszystko zależy od specjalisty. Wizyta u psychologa i psychoterapeuty kosztuje najczęściej (uśredniam teraz) około 100 zł. Natomiast ilość sesji zależy od wielu czynników, jak np. nurt psychoterapeutyczny, w którym specjalista pracuje lub od głębokości zaburzenia czy ilości nawarstwionych problemów. W nurcie poznawczo-behawioralnym, który jest nurtem zasadniczo krótkoterminowym, zwykle wystarcza około 15 sesji na „przeprogramowanie myślenia” i zmianę zachowania, natomiast np. nurt psychodynamiczny koncentruje się na pacjencie długoterminowo i tam terapie trwają latami. Wszystko zależy od tego, co wybierzemy i jak duży jest nasz problem.
W tekście o 7 grzechach myślowych człowieka piszesz, że jednym z nich jest u nas brak priorytetów. Postawmy się jednak w sytuacji osoby rozdartej między dwoma priorytetami, czyli młodej mamy. Z jednej strony chciałaby pójść już do pracy (po długich miesiącach spędzonych w domu), wyjść do ludzi, a z drugiej: na myśl o rozstaniu z dzieckiem robi jej się słabo, czuje psychiczny ból – jak w takiej sytuacji ustalić dobry kierunek?

To trudne pytanie. Ustalenie priorytetów w takiej sytuacji nie jest łatwym zadaniem. Ale to, co warto zrobić, to rzeczywiście rozpisać sobie (mimo, iż brzmi to zimno) wszystkie wartości, jakie są dla nas ważne i rozbić je na mniejsze części. Jeśli priorytetem jest rodzina – zastanówmy się, co się pod tym stwierdzeniem kryje. Czy to zabawa z dzieckiem, czy randki z mężem. I uszeregujmy to sobie w sposób, który będzie jasno nam pokazywał, jakie mamy priorytety. To da nam pewien obraz naszego życia i pokaże, co jest rzeczywiście najbardziej w zgodzie z nami. Można też spróbować pewne rzeczy pogodzić. Np. pracować na pół etatu. W ten sposób nie pozbawiamy się wyjścia z domu i pracy zawodowej, ale też nie pochłania nas ona na tyle, byśmy się obawiali, że zaniedbamy rodzinę. Jednak dobrze byłoby znaleźć swój własny system. Czy to praca na pół etatu czy rodzina na pierwszym miejscu, czy praca na pierwszym miejscu – nie ma to większego znaczenia, dopóki pozostaje w zgodzie z nami.
Na swoim blogu opublikowałam kiedyś tekst „Czy patologiczne dzieciństwo decyduje o dalszym życiu?”. Pojawiły się pod nim dziesiątki komentarzy ludzi pokiereszowanych przeszłością: przemocą domową, dzieciństwem wśród alkoholików, w biedzie. Pytanie zadane w tytule wpisu ciągle wraca: a jak Ty widzisz wychodzenie z traumy dzieciństwa w dorosłym życiu? Jest to możliwe?
Jest to możliwe, ale nie wygląda to tak, jak wiele osób by chciało. O traumie z dzieciństwa zapomnieć się nie da, a tego bardzo często się oczekuje od psychologa czy terapeuty – żeby sprawił, że cierpienie i ból z dzieciństwa znikną. To nie tak. Wychodzenie z traumy to długi i żmudny proces, który prowadzi do AKCEPTACJI przeszłości, pogodzenia się z nią i umiejętności ruszenia dalej. Na tym powinien opierać się cały proces wychodzenia z traumy.

Dzięki za rozmowę!:)[/sociallocker]

fot. Freepik