Zakazane tematy

Pięć przydatnych wskazówek, jak zachowywać się, gdy bliska lub znajoma osoba jest w ciąży

Co mówić, a czego nie, gdy koleżanka/siostra/sąsiadka jest w odmiennym stanie? 

To nie jest tak, że do kobiety w ciąży już nic nie można powiedzieć. Umówmy się, babki mają różną wrażliwość – z jedną pożartujesz o wszystkim – od fizjologii porodu po zrzucanie kilogramów, z inną po prostu to nie przejdzie. Sama będąc w pierwszej ciąży zamartwiałam się każdym niewinnym pytaniem: „który to miesiąc, kiedy ty wreszcie urodzisz?”, o tyle teraz każda uwaga czy sugestia spływa po mnie jak po kaczce. Czas i doświadczenie pokazały, że komentarzami nie warto się martwić – trzeba robić swoje – dbać o zdrowie, dziecko, wypoczywać i czekać na to najpiękniejsze w życiu spotkanie.

Są przecież różne typy wrażliwości. Jedna dziewczyna będzie otwarcie żartować ze swojej wagi, złego samopoczucia, zachcianek czy opuchlizny w ciąży, inna w tym samym momencie ma depresję ciążową, bo nie radzi sobie z nowymi doświadczeniami. Dzisiejszy wpis mam nadzieję pomoże Wam trochę w instrukcji obsługi ciężarówek – niby truizmy, ale jakże potrzebne!

1) Uwaga, WAGA! Dodatkowe kilogramy to temat non stop będący na ustach przyszłych mam (choć w szerokiej perspektywie dawania życia i stawania się matką nie powinien być przecież tak ważny). Jak zachować się wobec kobiety, która boi się przytyć w ciąży? Z kulturą. To niepokojące, że o ile nie przyjdzie nam do głowy zapytać „a ile przez ostatnie miesiące przytyłaś?” koleżanki niebędącej w ciąży, o tyle ciężarówki zderzają się tym dosyć często. O ile koledze z pracy nie powiemy: „Ale się ładnie zaokrągliłeś na twarzy, kochany!”, o tyle w dziwnym okrucieństwie pozwalamy sobie na takie teksty wobec ciężarnych. To jest złe. W ogóle najlepiej darować sobie komentarze o wyglądzie innych ludzi (czasem nawet niewinne: „Pięknie wyglądasz w ciąży, jakoś tak kobieco”, laski rozumieją: czyli że jestem gruba?). True story.

2) Dotykanie brzuszka – tu znów odwołam się do dystansu każdej z nas. W tej samej sytuacji jedna kobieta, gdy jej brzuch będzie głaskany, ostro się zdenerwuje, a inna – uzna to za zabawne i obróci w żart. Ale przyjmijmy: jeśli w zwykłych okolicznościach nie głaszczemy i nie mówimy do brzucha kolegi/znajomej z pracy, to raczej nie powinniśmy sobie pozwalać na więcej względem ciężarnej. Chyba że sama wyrazi głośne przyzwolenie: „tak, możesz dotknąć mojego brzucha, nie mam z tym problemu”. Ja na przykład dziwnie się czuję nawet wtedy, gdy do mojego brzucha mówi mąż „sprawca tego wszystkiego”, więc co dopiero koleżanka z pracy/wujek/babcia/ktokolwiek. Po prostu nie bawi mnie to i w wewnętrznym zażenowaniu nie wiem, gdzie podziać wtedy wzrok.

 

3) Komentowanie płci dziecka. Naprawdę, elegancko jest to sobie darować. „Ojej, będzie chłopiec? Na pewno chciałaś mieć dziewczynkę i ubierać ją w sukienki! Nie martw się, za DRUGIM RAZEM się uda”. „Druga córeczka w drodze? Tatuś pewnie niepocieszony, że nie będzie miał synka, co? Do trzech razy sztuka!”. Uwierzcie, to jeszcze nie są czasy, że zwykły Kowalski może zaprojektować sobie płeć, kolor oczu i wzrost dziecka. Na to zupełnie nie ma się wpływu. Także lepiej przyjąć za oczywiste, że komentowanie płci dziecka w duchu zawoalowanych negatywów będzie odbierane po prostu źle.  Sama staję okoniem, gdy ktoś mi mówi „do trzech razy sztuka”.

4) Zestaw komentarzy w złym tonie, których lepiej unikać. Nie są ani trochę zabawne, denerwują, a ich poziom empatii mieści się… w okolicach zera. Zacytuję kilka, które usłyszałam w poprzedniej ciąży:

– Widzę, że zaczynasz panikować przed porodem. Ja rodziłam trzy razy bez znieczulenia i jakoś przeżyłam, wytrzymałam, BEZ PRZESADY – usłyszałam pewnego dnia w ramach kobiecego wsparcia.
– Jak tam się masz, nasz GRUBASKU?
–  Nie masz rozstępów na brzuchu. Jeszcze możesz mieć, JA MIAŁAM.
– Ale jesteś pewna, że w brzuchu jest tylko jedno dziecko?
– A dużo już przytyłaś? Weź podeślij jakieś aktualne zdjęcie na priv. – jakbym nie czuła się już wystarczająco na świeczniku, oceniania, oglądana, a tu jeszcze tak, mam wysłać aktualne zdjęcie, by koleżanka łaskawie zawyrokowała, czy jestem gruba, czy może w jej ocenie jeszcze.

– Ej, to kiedy ty w końcu rodzisz? Będziesz czekać do 10 miesiąca?

Zamiast tych niewybrednych żarcików lepiej po prostu zapytać o zdrowie.

5) Ustępowanie miejsca w kolejkach/autobusach/na imprezach? Umówmy się, obowiązku nie ma , ale jest mile widziane. Mam taki problem na przykład stojąc w kilometrowych (dosłownie) kolejkach w dużych supermarketach. Czasami biję się w myślach: „Eeej, czemu nikt nie widzi mojego brzucha? Powinnam mieć pierwszeństwo!”. Z drugiej strony wiem, że ludzie nie mają oczu na plecach, a kasjerki zbytnio nie rozglądają się na boki, gdy liczą towar. Dlatego ostatnio jestem roszczeniowa. Czasem potrafię krzyknąć: „Bardzo proszę o otworzenie drugiej kasy, ciężko się stoi w upale z takim dużym brzuchem”. Skutek? Kolejka się rozstępuje, a kasjerka ochoczo daje mi pierwszeństwo. Bywa jednak, że mijam 15 osób stojących przede mną, podchodzę do kasy i pytam z zatroskanym głosem: „Czy jako ciężarna mogłabym zostać obsłużona bez kolejki, bardzo mi dziś słabo”. Zawsze słyszę, że tak. Choć oburzenie ludzi w kolejkach i to, jakie spojrzenia Bazyliszka mi posyłają bywa dziwne (tzn. Karol mi to potem relacjonuje, sama nie szukam aprobaty w oczach klientów – po prostu dbam o swoją wygodę w drugiej ciąży). Niestety, do tego trzeba odrobinę tupetu i odwagi – nieraz i mi brakowało śmiałości, by poprosić o ustąpienie miejsca. Dlatego proszę, nie patrzcie na taką kobietę jak na roszczeniową babę, tylko kogoś, kto ma w brzuchu człowieka, osobę, która cierpi z powodu bólu pęcherza, obolałych pleców i nudności – ciężarówki nie powinny stać w kilometrowych kolejkach. A czasami muszą, bo nikt inny nie zrobi za nie zakupów.

Tak reasumując – widzę po sobie i koleżankach, które przeszły przez ciążę, że kiedy ktoś nie stosował się do powyższych wskazówek, albo reagowałyśmy agresją słowną, albo po prostu… totalnie minimalizowałyśmy obecność tej osoby w naszym otoczeniu. Bo po co psuć sobie nastrój kimś, kto zakłóca naszą potrzebę świętego spokoju? :)

Zdjęcia: Pikolina