nieCodzienność

Historia Pauliny. Nikt z nas raczej nie podejrzewa, że pewnego dnia też mógłby się znaleźć w takiej sytuacji…

Często widzę, że na FB organizowane są zbiórki pieniędzy – bo zachorowało maleńkie dziecko, bo złośliwy rak zaatakował młodą mamę dwójki maluchów lub czyjś mąż usłyszał śmiertelną diagnozę. Człowiek zawsze myśli, jak to jest w cholerę straszne i stara się pomóc. 

Czasami jednak podświadomie cieszymy się, że to nie nasze dziecko jest nieuleczalnie chore i jakby w duchu wdzięczności przelewamy pieniądze na pomoc. Innym razem robimy to po prostu, bez powodu. Prawda jest niestety taka, że w każdej chwili sielankowa bańka życia u którejś z nas może pęknąć. To nie jest tak, że śmiertelne choroby dotykają tylko obcych ludzi z internetów. W jednej chwili sami możemy być tymi po drugiej stronie barykady. Jestem tego świadoma i codziennie dziękuję Bogu za zdrowe dziecko i męża. Nawet nie wiedzą, dlaczego czasami ich tak nienaturalnie mocno przytulam.

Dziś na blogu historia mojej koleżanki Pauliny, z którą kiedyś współpracowałam zawodowo. Dostałam od niej wiadomość, która rozwaliła moje serce na kawałki. Przeczytajcie, pomóżmy i świadomie cieszmy się każdą godziną z naszymi kochanymi bliskimi:(

Oto list od Pauliny:

„Nie sądziłam, że kiedyś będę po tej stronie barykady… ale życie pisze różne scenariusze i teraz muszę zrobić wszystko, żeby mojej małej Neli było jak najlepiej. Chcę Cię tylko prosić Żudit o posłanie w świat tej historii.

Jeszcze kilka tygodni temu tak jak Wy teraz cieszyliśmy się z mężem z każdego dnia z naszą małą córeczką Nelą. Uczyliśmy się jej, troszczyliśmy i byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Zaplanowaliśmy pierwsze wspólne wakacje, wykańczaliśmy swoje wymarzone mieszkanie. Cieszyliśmy się każdym wspólnym dniem. Niespodziewanie jednak tę radość zakłóciła choroba. Choroba Michała, która powróciła po 7 latach. Pogarszające się samopoczucie okazało się nawrotem czerniaka. Szybka kontrola i konsultacja lekarska, dodatkowe badania, strach. Wyniki potwierdziły najgorszy scenariusz. Nowotwór powrócił, a czerniak przybrał najbardziej agresywną formę. Początkowo zaatakowana została wątroba. Kolejne badania dostarczały jednak nowych informacji. Niestety złych. Czerniak opanował również mózg. Po tej diagnozie wszystko potoczyło się lawinowo… Tak szybko, że nawet lekarze nie mogli zrozumieć tempa, w jakim choroba opanowała organizm naszego Michasia. Michała już z nami nie ma… zaledwie 3 tygodnie od druzgocącej diagnozy o nawrocie nowotworu.

Już nie cierpi. Ale my nie możemy się pogodzić z tym, co się stało. Zostałam sama z 8-miesięczną córeczką. Michał kochał nas najbardziej na świecie i dbał o to, żeby niczego nam nie brakowało. Nawet na trzy dni przed śmiercią jego głównym zmartwieniem było to, jak sobie poradzimy bez niego, w końcu to na nim spoczywało utrzymanie jego rodziny. Tempo, w jakim choroba się rozwinęła i nam go zabrała, nie pozwoliło mu nas zabezpieczyć. Wraz z malutką Nelą zostałyśmy praktycznie bez środków do życia, z kredytem na mieszkanie. Robimy co możemy, rodzina również nas bardzo wspiera. Ale mamy świadomość, że same sobie nie poradzimy. Walczę dla niej o dom, który stworzyłam razem z jej tatą, a który może nam zostać odebrany. Mój szczęśliwy świat runął tak nagle i niespodziewanie. Tak szybko, że nie mogliśmy się do tego przygotować. Proszę o pomoc, choć sama zamiast prosić – wolę pomagać. Teraz jednak nie mam wyjścia…”.

PS
Przyjaciele Pauliny zorganizowali zbiórkę. Ona sama wciąż nie jest w stanie śmiało spojrzeć w przyszłość. Zbiórka ma pomóc młodej mamie podnieść się po tragedii, jaka ją spotkała, pomóc  zachować dom, który stworzyli z Michałem i którym tak krótko mogli się  wspólnie cieszyć.

Paulina obecnie przebywa na urlopie macierzyńskim. Całą kwotę zasiłku macierzyńskiego pochłaniają niestety opłaty związane z kredytem, rachunkami itp. Oczywiście za kilka miesięcy wróci do pracy i zrobi wszystko, żeby jej małej Kruszynce niczego nie brakowało. Aby jednak móc to zrobić i zacząć żyć od nowa potrzebuje mojej i Twojej pomocy. Paulina mieszka w Warszawie (na Zielonej Białołęce). Jeszcze trzy tygodnie temu była cholernie szczęśliwa. Możemy przywrócić choć odrobinę spokoju do jej życia. Jeśli możesz, poślij w świat informację o prowadzonej zbiórce. Udostępnij informację, jeśli możesz na FB i Instagramie. Może razem uda się nam osiągnąć cel i choć na chwilę dać spokój jej i malutkiej Neli.

Zbiórka trwa jeszcze tylko 2 dni. Wierze, że nam się uda!

Link do zbiórki TUTAJ.