Bez kategorii

Jak dbać o związek, by było jeszcze co z niego zbierać, gdy dzieci wreszcie podrosną? 5 ZŁOTYCH RAD

jak skłonić męża do pomocy

Ileż to razy, odkąd pojawiła się nasza córka, kłóciliśmy się w uczuciu największej nienawiści, by potem, na wiele dni, znów, jak te zakochane gołąbki, jeść sobie z dzióbków? Ile razy z pełnym przekonaniem groziłam, że już z nim nie wytrzymam i się wyprowadzę? Nie zliczę. A zamknięta w domu młoda mama to stan umysłu – nikt tych emocji nie pojmie, chyba że druga kobieta w identycznej sytuacji. 

Prawdą jest też, że nic tak nie zmienia (nie cementuje lub niszczy) związku (a nasz sielankowy czas przed dzieckiem trwał… 11 lat!), jak potomstwo. Każdego dnia balansujesz na cienkiej krawędzi między jadowitą nienawiścią (a powodów ku niej… milion) a miłością taką, że chciałabyś tego swojego faceta (teraz przystojnego tatusia) zjeść z powodu tej jego słodyczy.

Dziś mam kilka ciekawych rad, jak sprawić, by miłość między dwojgiem ludzi przetrwała pomimo słodkiego armagedonu, który wprowadza w życie pojawienie się dzieci.

1) Każdego dnia dopilnuj, byście spędzili z partnerem 10 minut na rozmowie o czymkolwiek – BYLE NIE O DZIECIACH. Wiadomo, jest taki etap w życiu, kiedy wszystko sprowadza się do tych małych słodkich terrorystów, ale pamiętajcie o sobie, przecież na pewno macie też inne poza dziećmi zainteresowania, problemy czy wątpliwości.

2) Dotyk. Koleżanka będąca w połogu powiedziała mi niedawno, że oni z mężem to już „od wielu miesięcy nic”. – „Wiesz Judytko, teraz, gdy jestem chronicznie niewyspana, z dzieckiem co kwadrans wiszącym na cycku, z kręgosłupem wołającym o masaż, seks jest dla mnie pojęciem tak abstrakcyjnym, jak życie pozagrobowe. Dobrze, że mój facet jest kochany i to doskonale rozumie”. Ale seks to nie wszystko. Dbanie o krótki dotyk także działa zbawiennie – wystarczy pogłaskanie po plecach, złapanie za dłoń czy przelotny buziak, by zmniejszyć poziom hormonu stresu i pobudzić wydzielanie oksytocyny. I trudniej jest krzyczeć lub złościć się na kogoś, kto właśnie czule cię przytulił ;)

3) Mów do partnera językiem wdzięczności*. Bo bardzo istotne jest nie to, jak często się ze sobą kłócicie, ale to, jak odzywacie się do siebie w chwilach zwyczajnych, na co dzień, kiedy żyjecie w zgodzie. Skoro kogoś kochasz i w dodatku masz z nim dziecko, na pewno widzisz w tej osobie mnóstwo wspaniałych cech. A takie cechy warto podkreślać na głos. „Miłe uwagi kierowane w stronę partnera są dobre dla niego, ale też dla nas samych, gdyż redukują poziom kortyzolu, obniżają ciśnienie, podnoszą odporność”. Dobrą atmosferę w związku na pewno podtrzyma język wdzięczności:

– Twoje krewetki w białym winie to moje najukochańsze danie świata (tak, Karlos).

– Dziękuję, że wieczorem pauzujesz nasz serial, gdy widzisz, że już zasypiam. Ty wiesz, że nie lubię potem nadrabiać odcinka w samotności.

– Czuję, że wybrałem cudowną mamę dla swoich dzieci (mamy potrzebują pochwał  jak rośliny wody i paradoksalnie najrzadziej je dostają!).

Słowa wdzięczności to niby „takie małe ziarenko, ale w przyszłości może wydać owoc w postaci większego zaangażowania” partnera/partnerki.

4) Respektowanie samej potrzeby i dawanie sobie nawzajem WOLNOŚCI. Po pojawieniu się dziecka rodzicom czasem trudno jest ocenić bilans między zyskaną wielką miłością a boleśnie utraconą wolnością. Po dwóch latach z naszą córką wiem jednak, że w miarę możliwości (bo czasem przecież trafiają się dzieci „nieodkładane”, które nie dają mamie pójść choćby pod prysznic) o tę wolność w związku non stop trzeba zabiegać. U nas wygląda to tak, że ze sporym wyprzedzeniem mówimy sobie o różnych planach na samotną rozrywkę. Gdy jako mama niemowlaka chciałam pojechać na babską sesję zdjęciową czy wyskoczyć na dłuższe zakupy w galerii, mówiłam o tym Karlosowi kilka dni wcześniej: „Czwartkowy wieczór będzie mój”. W ten sposób oboje byliśmy psychicznie przygotowani. Podobnie on – gdy chciał pojechać na weekend na żaglach połączony z wieczorem kawalerskim kolegi, powiedział mi o tym dwa tygodnie wcześniej. Dzięki temu oboje czuliśmy się w porządku – nikt nie postawił nikogo przed faktem dokonanym (np. w sobotę rano: „cześć, jadę na żagle, będę w poniedziałek”), i byłam psychicznie przygotowana na weekend sam na sam z niemowlakiem. Miałam też czas, by ocenić, czy w ogóle dam sobie radę sama.

5) Seks. Taka podstawa udanego małżeństwa… Tylko co zrobić, żeby on w ogóle w życiu młodych rodziców istniał? Tu rada dla panów. Bo my kobiety mamy tendencję do brania wszystkiego na swoją głowę. Tylko że robienie wszystkiego w domu samej wcale nie jest heroiczne, a toksyczne. Prędzej czy później frustracja bierze górę, nerwy puszczają i wściekamy się, że partner intuicyjnie nie wyczuł, że tym razem to on powinien rozwiesić pranie czy umyć talerze po całym dniu. „A kiedy faceci biorą na siebie więcej domowych obowiązków, ich partnerki są szczęśliwsze i mniej podatne na depresję”. „Badanie Cornell University wykazało, że pary z małymi dziećmi, które sprawiedliwiej dzieliły się obowiązkami domowymi, miały aktywniejsze i bardziej satysfakcjonujące życie seksualne niż małżeństwa, w których większość prac spoczywała na barkach kobiety. (Jak skomentowała to sucho autorka tego badania, Sharon Sassler: Być może gdyby mężczyźni zdali sobie sprawę, że przy równym podziale obowiązków wzrasta częstotliwość pożycia, częściej łapaliby za mopa).

Te wskazówki bardzo wiele dały naszej relacji. Wiem też, że pewnie moglibyście do tego zestawienia dorzucić i inne porady – jestem ich bardzo ciekawa! Co Wam pomaga trwać przy partnerze, gdy na horyzoncie tylko płacz, rozrzucone pułapki z klocków lego, kaszka na ścianie i totalny armagedon?

*Tworząc ten tekst, korzystałam z genialnej książki „Jak z nim wytrzymać, kiedy pojawią się dzieci” autorstwa Jancee Dunn.

Fot. Pikolina