Bez kategorii

Niesamowita historia biurka, które spełniło marzenia pewnej dziewczynki

Wy to moje kochane wnusie nie doceniacie dziś niczego – powiedziała do nas lekko zmartwionym głosem babcia. – Ja w waszym wieku nie uciekałam ze szkoły, wprost przeciwnie, musiałam kłócić się z rodzicami, żeby móc do niej pójść… 

Tuż po wojnie na wsi było bardzo ciężko. Rodzice mieli nas sześcioro, a cała rodzina utrzymywała się z tego, co dawało skromne gospodarstwo. Bieda zaglądała w każdy kąt naszej chaty. Mój poranek, gdy miałam kilka lat, nie wyglądał tak beztrosko jak dziś wasz, dzieci. O piątej rano, czy to lato, czy mróz, pędziłam z siostrą krowy na pastwisko. To były ubogie czasy – przed wyjściem na mróz mogłam nałożyć na stopy jedynie wielkie chodaki taty – nie miałam swoich własnych trzewików. Buty tatusia były o wiele za duże, więc nie dawały zbyt wiele ciepła. Pędziłam w nich krowy daleko przez pola. A poranki były tak bardzo mroźne… ale nikt zbytnio nie przejmował się dziećmi, wszystkim było wtedy tak samo ciężko. Jak dziś pamiętam, jednego dnia było mi tak niemiłosiernie zimno w stopy, że w desperacji… wskoczyłam w gorący, świeży krowi placek. Co za ulga, jakie to ciepło! Tak było! – ciągnęła babcia mimo naszego wielkiego wybuchu śmiechu. – A siedzenie w ławce w ciepłej szkolnej izbie jawiło się wtedy jak marzenie – tak wiele obowiązków miało po wojnie wiejskie dziecko. Odrabianie lekcji? Rodzice oczywiście popierali, ale dopiero, gdy uporałyśmy się z siostrą i braćmi z pracami w gospodarstwie. Jak dziś pamiętam, zadane lekcje szybciutko odrabiałam skulona w kątku tak, by niezbyt rzucać się w oczy rodzicom, którzy za chwilę znów pewnie daliby mi jakieś zadanie do wykonania – ciągnęła babcia. – Tak, moje dzieciaczki, dlatego dziś tak mi serce boli, że wam nie chce się uczyć, mimo że macie do tego wszystkie warunki – wolny czas, wsparcie rodziców, a nawet własne biurka i pokoiki.

Tamtej historii babci nigdy nie zapomnę – a im więcej mam lat, tym bardziej dociera do mnie, w jakiej trudnej sytuacji jako dziecko się znajdowała. Ala i ja sama w dzieciństwie też napotykałam na pewne utrudnienia z nauką. Rodzice owszem, wspierali, miałam też czas na lekcje… ale jak to w rodzinie wielodzietnej, w mieszkaniu trochę brakowało miejsca. Byłam pilną uczennicą, jednak trzech młodszych, wiecznie hałasujących braci nie ułatwiało nauki w spokoju. Pokój dzieliliśmy we trójkę, jedynie najmłodszy brat spał przy rodzicach. Marzenie 8-letniej, dziewczynki kochającej czytać? Własny kąt i „kawałek” własnego biureczka. Lekcje odrabiało się zazwyczaj przy kuchennym stole, na sfatygowanej ceracie, którą ktoś naprędce przetarł po obiedzie. Pamiętam, jak bardzo zazdrościłam sąsiadce, koleżance z klasy, że ma tak pięknie urządzony pokój z własnym biurkiem i… szufladami!

Pewnego dnia jednak uśmiechnęło się do mnie szczęście. W mojej wsi likwidowano budynek starej podstawówki (tak starej, że uczyła się w niej moja babcia i mama), a w związku z tym… pozbywano się starych uczniowskich ławek! W nich zobaczyłam swoją szansę. Pamiętam, że w działaniach wspierała mnie babcia – razem poszłyśmy na drugi koniec wsi, by mi taką ławkę do nauki załatwić/odkupić za grosze. Pamiętam ten mebelek jak dziś – ławka była prostokątna, z odrapanymi kantami, z nóżkami z odpryskującą starą farbą, ze starą gumą przyklejoną wieki temu przez jakiegoś znudzonego ucznia. Nieważne. Była już moja! Trochę musiałyśmy ją z babcią doprowadzić do porządku, kupiłam nawet taką żółtą kwiecistą ceratę na blat i voilà! Stworzyłam sobie cudowne, tylko moje miejsce do odrabiania ukochanej gramatyki i czytania lektur. Ławka do dziś stoi w naszym starym domu, pamiętając kilka pokoleń uczniów.

A co cieszy dziś? Myślę, że fakt, iż z każdym kolejnym pokoleniem dzieci mają lepiej. Że dziś moja zaledwie dwuletnia córeczka ma swój własny pokój, w którym rodzice czytają jej bajeczki. Taki mały szkrab, który ledwie nauczył się trzymać kredkę w dłoni, a już ma nawet własne biureczko – i to nie byle jakie. Codzienne rysunki tworzy przy pięknym miętowym biurku marki MINKO. Taki maluch pewnie nie docenia jeszcze ani tych pięknych kolorów, wysuwanych szufladek, ani nawiązań do klasyki polskiego designu. Te detale cieszą dorosłe oko – szczególnie oko mamy, która pracowała przecież w redakcjach gazet wnętrzarskich i jeździła na konferencje architektów projektujących piękne meble. Model biurka Biurko KIDS basic+ z nadstawką, został finalistą prestiżowego konkursu DOBRY WZÓR 2017, organizowanego przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego.

Powiem Wam, że czasem rzeczy materialne mogą dawać szczęście. Często, gdy zerkam na kącik do rysowania mojej córki, przypominam sobie swoją babcię cicho odrabiającą lekcje w kąciku i siebie, przy tamtej szkolnej ławce z odzysku. To jest właśnie cudowne, że prócz miłości możemy dawać swoim dzieciom więcej, niż sami kiedyś mogliśmy sobie wymarzyć.

MEBLE Z TEGO WPISU:

  1. Biurko Minko KIDS basic+ (Klik!)
  2. Kontener Minko KIDS ONE  (Klik!).

Zdjęcia: Pikolina