nieCodzienność

Przed cyfryzacją nie uciekniesz, dziadku! (Mój komentarz do e-zwolnień lekarskich)

Ostatnio zadziwiają mnie dwa typy starszych ludzi. Jedni – wykształceni, ale z własnej woli cyfrowo zacofani, inni – młodzi duchem mimo metryki, stale podążający za nowinkami technologicznymi. Jak myślicie, w której z tych grup znajduje się mój teść? 

Pewnie kojarzycie z wiadomości temat wystawiania zwolnień lekarskich, ale tak dla wprowadzenia zacytuję tu GW:

„ZUS ogranicza wydawanie druków zwolnień, bo chce, żeby lekarze wystawiali je w formie elektronicznej. – To tresura – oburzają się lekarze. Grożą, że będą dawać zwolnienia na zwykłych kartkach”. Lekarze informatyzacji się opierają – tak jest przynajmniej ze zwolnieniami chorobowymi w formie elektronicznej. „E-zwolnienia to rozwiązanie wygodne dla pracowników – przede wszystkim dlatego, że nie trzeba już zanosić druków L4 do zakładu pracy – ale lekarze rzadko z nich korzystają”. Cel w tym rozwiązaniu ma też ZUS – zwolnienia w formie elektronicznej łatwiej i szybciej można skontrolować.

„W środowisku lekarskim obowiązek wystawiania e-zwolnień budzi sprzeciw. Lekarze zastrzegają, że nie protestują przeciwko informatyzacji ochrony zdrowia, ale zwracają uwagę, że znaczny odsetek lekarzy zawodowo czynnych – w tym również w POZ, gdzie liczba wydawanych zwolnień jest szczególnie duża – to lekarze w wieku emerytalnym i przedemerytalnym, którzy – z różnych powodów – mogą mieć trudności ze sprawnym wydawaniem druków w formie elektronicznej”.

W radiowej wypowiedzi jednej z lekarek (jak mniemam osoby starszej) padły nawet słowa:
– To rozwiązanie powinno dawać lekarzowi wybór. Niech młodzi robią to sobie na komputerach, a starszych medyków należy zostawić w spokoju, skoro dla nich wygodniej jest wypisać L4 na papierze”.

Ja to wszystko ostatnio obserwuję z ciekawością trochę pod innym kątem…

Raz, że trochę z pozycji młodziaka dziwi mnie, że taki starszy datą lekarz potrafił ukończyć medycynę – studia przecież elitarne i trudne, a nie nauczy się wypełniania tabelek w jakimś internetowym programie? Bo to kwestia raczej tylko strachu przed nowym i niewiary w siebie niż tego, że faktycznie nie będą potrafili, prawda? Wierzę w ich inteligencję, nie takie rzeczy dotąd ogarniał ich umysł!

renowacja antyku

Nieraz zastanawiamy się z Karlosem, kiedy w życiu człowieka przychodzi TEN moment, to „pyknięcie”, w którym człowiek z tego zainteresowanego nowinkami, będącego „na czasie” z technologiami nagle przechodzi w tryb „ja już nie potrzebuję żadnych dziwnych nowości”. I zaczyna się życie sentymentami pt.: „kiedyś to było lepiej”.

A kto jest w opozycji do tych opornych na cyfryzację lekarzy? Tata Karlosa.

Swojego teścia obserwuję ostatnio z entuzjazmem i podziwem. Właśnie skończył 70 lat i ostro wziął się za naukę Facebooka (to, co my młodzi obsługujemy w nim intuicyjnie, dla teścia stanowi źródło wielu pytań i wątpliwości), w dodatku jego telefon ma ten portal ustawiony w języku angielskim! Od kilku tygodni jednak (pomimo sceptycyzmu np. Karlosa czy własnej żony) teść z fascynacją zostawia komentarze pod postami znajomych, wysyła fotki i odpisuje na wiadomości na messengerze, wstawia nawet aktualne selfie na oś czasu. Czasem wychodzi to zabawnie, bo coś mu się przypadkowo „kliknie”, ale nie zraża się, tylko uczy przez zabawę. To mu poprawia humor – i bardzo dobrze!

Wiem jednak, że nie jest to proste – gdy odwiedzamy rodziców Karlosa, teść mi zadaje pytania, których być może młody człowiek by nie zadał:

– A co to znaczy, że ktoś coś udostępnił na OSI CZASU” – czym jest ta oś czasu?
– Czy jak ja dam komuś like, to zobaczą to wszyscy, czy tylko osoba, której zdjęcie polubiłem?
– Jak działa funkcja „Udostępnij” – kto to potem widzi?
– A jak wyślę koledze fotkę na messengerze, to kiedy on ją odbierze?

Widzicie? To, co dla młodych jest intuicyjne, oczywiste, dla innych może być źródłem wątpliwości. Na pytania teścia z przyjemnością odpowiadam, bo: a) wzrusza mnie ta jego pilna nauka i entuzjazm, b) gorzej byłoby, gdyby w ogóle się nowinkami nie interesował, c) jak mawia moja mama „starość nie jest po to by siedzieć w kapciach i pierdzieć w stołek”, trzeba się nieustannie rozwijać, d) jak się nie popełnia błędów, to tak naprawdę trudno się czegoś dobrze nauczyć, prawda?

Dla mnie dziwnym i zabawnym przypadkiem to jest 60-letni lekarz, który mówi, że nie dostosuje się do zmian i obowiązujących nowinek, ponieważ „on nie zna się na komputerach i internecie”, a nie mój teść, który czasem omyłkowo (i w trakcie samodzielnej nauki) opublikuje jakiś śmieszny komentarz pod zdjęciem znajomej.

Facebook i internety to nie są łatwe rzeczy, dlatego tak mu kibicuję!