Taki Lajf!

Ta jedna rzecz, z którą zupełnie nie radzę sobie jako mama. A Ty…?

Dziś rano wspominaliśmy z Karlosem nocne „lunatykowanie” naszej córki. Czasem zdarza jej się, że w ciemnościach bierze pod pachę kocyk, poduszkę, wychodzi z łóżka i spaceruje po sypialni, głośno szukając mamy – mimo że jestem obok. 

To była taka zabawna rodzinna sytuacja, która sprowokowała Karlosa do zadania pytania:

– No tak, bo mama to jest zawsze blisko, co? Judyś, a ile razy ty wyjechałaś gdzieś na noc, odkąd mamy dziecko?
– Yyyy, no jakoś zbytnio nie wyjeżdżałam, bo nie czułam takiej potrzeby. W ciągu ponad dwóch lat nocowałam poza domem max dwa razy – odparłam jakby zakłopotana.
– A twoje koleżanki młode mamy wyjeżdżają o wiele częściej na delegacje, szkolenia i konferencje, zostawiając sporo młodsze dzieci w domu – ciągnął on.
– No tak, ale to przecież nie są wyścigi. Każdy robi, jak czuje. Gdybym chciała i pragnęła ucieczki, na pewno bym ci o tym powiedziała.

Ta rozmowa przypomniała mi, dlaczego tak właściwie nie wyjeżdżałam. Przecież okazji było sporo – zaproszenia od znajomych, delegacje, konferencje… Prawda jest taka, że po prostu moja psychika nie radzi sobie z tęsknotą. Bo gdy choćby wyjeżdża stary (czyt. Karlos), tęsknię już w momencie, gdy żegnam go na stacji PKP. Potem zawsze nabija się ze mnie, że świetnie definiuje mnie piosenka Natalii Kukulskiej „Im więcej ciebie, tym mniej”: „ja nawet kiedy jesteś tak blisko mnie tęsknie już za tobą”. Tak mam.

Ale… o ile z tęsknotą za facetem (czytaj: KIMŚ DOROSŁYM) sobie radzę, o tyle dłuższe (przynajmniej na jeden dzień i noc) rozstania z dzieckiem są dla mnie nie do udźwignięcia. Wtedy już tęsknię organicznie, każdą bolącą od rozłąki komórką ciała. Nie umiem skupić myśli, mimo że dookoła może dziać się mnóstwo ciekawych rzeczy. Taka ze mnie po prostu matka mięczak, przyznaję. Zazdroszczę dziewczynom, które bez mrugnięcia okiem potrafią wsiąść w samolot i na kilka dni polecieć gdzieś same, bez niemowlaków/kilkulatków.

Jak dziś pamiętam wyjazd numer dwa w całej swojej matczynej kadencji. Córka miała już wtedy dwa lata, nocowała z nią akurat babcia, czyli ukochany kompan do zabaw, jedzenia i spacerków. Słowem – dzieciak w najlepszych rękach. No i co? Jesteśmy z Karlosem na weselu, świetne jedzenie, dobra muzyka, trochę tańczymy, większość siedzimy (bo ja już ze sporym brzuchem) i nagle na sali pojawia się ona – dwuletnia dziewczynka ze swoimi rodzicami. Buziak, rączki, włosy, wszystko totalnie podobne do naszej małej, zostawionej w domu 70 km dalej. No i co? Spływające łzy już rozmazują mój weselny makijaż, tęsknota staje się nie do zniesienia. Zaczynam swoje: „ja już chcę wracać, Karlos”. A przed nami jeszcze cała noc w hotelu! Kiedy rano na śniadaniu znów spotkałam tamtą dziewczynkę, po prostu się rzęsiście poryczałam. Karlos musiał nas w trybie przyspieszonym zawieść do domu. Jego baba zwyczajnie nie radziła sobie z emocjami. To nawet nie wina ciąży i hormonów – przed stanem błogosławionym też nie potrafiłam wyjeżdżać. Byłam na to psychicznie za słaba.

Jednocześnie wiem, że teraz walczy się o tę matczyną wolność, o prawo kobiety rodzicielki do egoizmu. O to, by nie poświęcać się rodzinie własnym kosztem, a potem nie mieć do odchowanych dzieci pretensji, że się im wszystko oddało. Ja się z tymi wszystkimi postulatami młodych mam zgadzam i je popieram. Tylko że te dwa ostatnie lata w domu wcale nie sprawiły, że czułam się więźniem.

Dalej mogłam robić w życiu to, co kocham – rozwijać się zawodowo, spotykać z ciekawymi ludźmi (choćby kawa z cudowną Libby Jackson, dyrektorem lotów Brytyjskiej Agencji Kosmicznej, od której zdobyłam dedykację w książce „Kosmiczne dziewczyny” dla swojej córki). Dziecko nie było przeszkodą. Było przyczyną, trampoliną do zdobywania nowych doświadczeń i wspomnień.

Tylko co z tą blokującą człowieka tęsknotą?
Powiem Wam, że właśnie obecność każdej nocy w domu dawała mi wewnętrzny spokój. Taki stan rzeczy mnie uszczęśliwiał. Wiem jednak, że fakt, iż ja nie radzę sobie z rozstaniami, nie oznacza, że wszystkie matki dookoła też powinny tak czuć.

Fot. Pikolina.pl