Mama Żudit

Niepozorny kopciuszek pokazał, na co go stać

Teraz głos zabiera moja mama. Poczujcie to: klimat dyskoteki sprzed 30 lat, latynoska muzyka i ona – piękna dwudziestoletnia, w białej sukience na środku parkietu. I towarzystwo… całe oszołomione jej widokiem. 

Mama:

Niedawno u Żudit czytaliśmy ciekawy wpis o tym, jak to współczesna młodzież świetnie się bawi na koncertach w Kostrzynie nad Odrą. Nieważne, że niewygody, pole namiotowe i brud, liczy się muzyka i dobre, bardzo urozmaicone towarzystwo. Tak się bawi pokolenie moich dzieci. To nie znaczy, że kiedyś nie było koncertów rockowych, były! Ale ja słuchałam trochę innej muzyki i wolałam się bawić powiedzmy w bardziej cywilizowanych warunkach i co innego mnie pociągało.

Kiedyś wiejska młodzież oczywiście jeździła na zabawy – tzw. „PRITUPAJKI” w miejscowych remizach albo świetlicach, ale to było towarzystwo często za bardzo napite i dla mnie nieciekawe. Normą było mordobicie, bo inaczej przecież dla niektórych nie ma dobrej zabawy. Ja zdecydowanie odstawałam, w tamtym czasie byłam zbyt niepozorna, żeby ktokolwiek chciał się o mnie bić.

 

Moim żywiołem była wtedy gitara i ballady, albo piosenki turystyczne śpiewane na różnych prywatkach czy wyjazdowych imprezkach. Niepozorny kopciuszek przy gitarze pokazywał, na co go stać. Mogłam śpiewać do zachrypnięcia! I często tak było. Jeszcze w liceum miałam kolegów po szkole muzycznej, więc często u nas były gitarowe prywatki… nie wszyscy przecież muszą lać się po mordzie i pić, żeby dobrze się bawić – ja nie musiałam. Wtedy jeszcze byłam dużo szczuplejsza, więc mogłam wyżyć się i w czymś innym – ukochanym tańcu. Ale takim prawdziwym, a nie tylko w dyskotekowych wygibasach.

Po skończonym w liceum kursie tańca serce mi pękało, kiedy patrzyłam na pary, które pięknie się na parkiecie ruszają – ja też tak chciałam. Niestety zawsze trafiałam na chłopaków, co mają drewniane ucho, kołek w dupie i zero poczucia rytmu. W tamtym czasie chłopak mógł być dla mnie zezowaty i garbaty, byleby tylko umiał tańczyć. Nie musiał się wcale fizycznie podobać. Jednak jak to często w życiu bywa, fajne rzeczy się trafiają zawsze niespodziewanie, więc i ja miałam swoje pięć minut i niechcący stałam się gwiazdą wieczoru w pewnym nocnym klubie.

FG6A9201

Gdy miałam 20 lat, pojechałam z dziewczynami na wakacjach na tzw. OHP, czyli Ochotniczy Hufiec Pracy (wtedy to było popularne) do miasteczka Brzeg na Odrą na południu Polski. Banda naszych dziewczyn trochę pracowała, ale też przede wszystkim – lubiłyśmy się bawić, a tam były dobre nocne lokale taneczne. Były też śliski parkiet, dobra muzyka i odpowiednie światło, nie mówiąc już o fajnym towarzystwie. Miałyśmy tylko jeden problem – na 9 dziewczyn była tylko 1 suszarka, 1 lokówka i 1 żelazko, a wszystkie chciały być zrobione na tip-top, więc wiecznie byłyśmy spóźnione, ale za to miałyśmy zawsze efektowne wejścia.

Drzwi otwierały się z hukiem, muzyka milkła i wystrojone laski wchodziły na salę. Dopiero wtedy zaczynała się prawdziwa zabawa. Mówiłyśmy sobie: ,,Niech wiedzą ci miejscowi, jak się Białystok bawi!” Bo niektórym się wydawało, że nasze miasto to tylko jakaś tam dziura na Syberii. Zazwyczaj nie mieli pojęcia gdzie to jest: -,,To pewnie tam, gdzie białe niedźwiedzie, kurcze, toż to prawie Syberia!” – powiedział raz miejscowy inteligent.

 

Dla mnie utkwił w pamięci szczególnie jeden wieczór w naszym ulubionym klubie (30 lat temu!). Miał tam nieduży parkiet tak oświetlony, że kanapy i stoliki pozostawały w cieniu. Jeżeli ktoś nałożył coś białego, to na parkiecie jego ubranie „świeciło”. Ja byłam wtedy właśnie w białej letniej sukience i nie zdawałam sobie nawet sprawy, że jestem widoczna jak jasna latarnia morska. Początkowo bawiła się tam większa grupa przy jakimś dyskotekowym kawałku, a potem zagrali moje latynoskie rytmy (do dzisiaj je lubię). Ja, ta opalona dziewczyna w białej sukience jakby wpadła w trans i strzeliła solówkę. Byłam w swoim żywiole na tym wyślizganym parkiecie.

 

Początkowo wokół mnie zrobiło się luźne kółko, a potem… pusty parkiet. Biała sukienka dawała wszystkim po oczach. Ja nie zdawałam sobie sprawy, że rozmowy przy stolikach ucichły i wszyscy się gapili na parkiet. Wtedy liczył się tylko taniec i ta chwila. Muzyka ucichła, biała sukienka przestała się ruszać i razić w oczy. Przez chwilę było cicho, a potem ze wszystkich stron zahuczały brawa na stojąco. Ja stanęłam jak wryta totalnie zaskoczona. Nie miałam pojęcia, że tyle osób mnie obserwuje.
Tak oto niechcący stałam się gwiazdą wieczoru w nocnym klubie.

Mama Żudit

Sesja zdjęciowa: Agnieszka Dzieniszewska/buuba.pl

FG6A9222

FG6A9214 FG6A9224

FG6A9178