Mama Żudit

Jak nie zostać starym pierdołą, czyli Mama Żudit o… starzeniu się.

Restauracja Białystok Lipowa 12

Mama Żudit: DRUGA STRONA MEDALU, czyli ,,Nie chcę być starym pierdołą” (tylko tytuł jest nie cenzuralny, ale tak musi być. Reszta tekstu jest całkiem przyzwoita). 

W związku z tym, że moja córka jest obecnie pochłonięta rodziną, jej zainteresowania i blogowe tematy skręciły w kierunku parentingów, co jest naturalne. Ale i bardziej skierowane do młodszych czytelników. Postanowiłam więc poruszyć sprawy dotyczące drugiej strony medalu, czyli starszego pokolenia. Dla ludzi 50+ życie jak zwykle ma swoje blaski i cienie. Chcę pisać o jednym i drugim, ale bardziej skupić się na urokach bycia dojrzałym. Bo w tym wieku wcale nie musi być nudno. Ważne są też relacje z młodszym pokoleniem. Nie chodzi tylko o własne dzieci, ale ogólnie podejście młodych gniewnych do starych wapniaków.
Jak się ma 20-30 lat i trochę więcej, to człowiek wszystkiego może się w życiu spodziewać, ale nie tego, że się zestarzeje. Jakby to była jakaś fantastyka, która nas nie będzie dotyczyć. Niby starzy ludzie są w otoczeniu i w rodzinie, ale mamy wrażenie, jakby oni zawsze tacy byli, a my przecież jesteśmy ciągle młodzi. Dopiero jak się patrzy na rosnące dzieci, to człowiek dostrzega, jak ten czas leci.
Kiedyś na przykład mój 4-letni synek siedział sobie z babcią w kuchni i się jej przyglądał. W końcu powiedział: „Wiesz babciu, ty to jesteś już stara i pognieciona, a ja to JESTEM NOOOOWY”. Tak to młody „nowy” człowiek dogadał starej babci, chociaż ona wcale jeszcze nie była taka stara. Bo tak właściwie to kiedy to (czyli starość) się zaczyna? Dla wielu wiek to tylko liczba.

Najlepszym przykładem jest w naszej rodzinie ciocia Hela – nestorka rodu, dama starej daty (dziś ma 84 lata). Na szczęście zdrowie jej dopisuje i może cieszyć się jesienią życia. Ostatnio jak byłam u mamy i z nią (ciocią) rozmawiałam, to jak zwykle mnie rozbawiła, bo po cichutku mi ,,uprzejmie donosiła”, co się w rodzinie dzieje. A przy okazji pytając mnie, jak ma włosy ściąć na wiosnę, bo farbę już sobie kupiła. Mówi mi tak:

,,Bo wiesz, ja jestem taka TROSZKĘ STARSZA, zbliżam się do dziewięćdziesiątki i nie wszystko mi pasuje”. I tym tekstem rozbroiła mnie totalnie!
Ma niesamowicie bystry umysł i poczucie humoru. Kapitalnie się z nią rozmawia. Mojej mamie, a swojej siostrze, która ma 73 lata i słabsze zdrowie (i która nieraz narzeka, że ,,starość nie radość”) często dogaduje: „Ziutka, jaka starość? Przecież TY MASZ DOPIERO 70 LAT!”. Przy nich ja, smarkata pięćdziesiątka wolę już nie narzekać. Ciocia w życiu się nie przyzna, że jest stara! Do śmierci będzie dbać o siebie i się stroić, bo w chustce i czarnej kiecce chodzą tylko „stare baby”, a ona taka nie jest. Uwielbia ze szwagrem oglądać skoki narciarskie i mecze. Komentuje je lepiej niż niejeden sprawozdawca. Zna wszystkich sportowców i ich wyniki na pamięć. Nie mówiąc już o tym, kto kiedy się urodził i z kim ożenił. Albo skąd żona jakiegoś sportowca pochodzi. Ale już wiadomości to z ciocią Helą lepiej nie oglądać, bo przeklina polityków, ile wlezie… Przy niej zawsze bezpieczniej jest włączyć kanał sportowy czy serial. Jest niesamowita i życzę jej dużo zdrowia, bo chciałabym pożyć tyle co ona, w dodatku w tak dobrej kondycji.

Zaczęłam dziś od pozytywnego przykładu jesieni życia, ale jak zwykle codzienność i obserwacje pokazują, że ludzie różnie znoszą starzenie się. Mając te 30-40 lat jesteśmy jeszcze na etapie wychowywania dzieci i dorabiania się. Wszystko w biegu, bo i ten nieszczęsny wyścig szczurów w pracy (w mojej pracy też to jest – nawet teraz). Póki jesteśmy młodzi, zdrowi to wydaje nam się, że tak będzie zawsze. Z biegiem lat wiele zaczyna się niestety zmieniać. Gładka skóra, nasze piękne opakowanie zaczyna się marszczyć i to nawet tam, gdzie nawet nie przypuszczaliśmy. Biust już nie jest na tym poziomie, co kiedyś, ale dobry biustonosz i elastyczne majtki zamaskują, co trzeba.

Tylko niejeden mąż się nieraz irytuje:
– Co ty za gacie nosisz pod cycki, że dobrać się do ciebie nie można?
– Śpij, do pracy rano idę, już starczy tego molestowania.
– Komu starczy, temu starczy. Kogo mam molestować, jak nie żonę? A wiesz, że narząd nie używany zanika?
Faceci po pięćdziesiątce tego najbardziej się obawiają;) To jak w tym żarcie, w którym dziadek namawia babcię na zbliżenie, a ona odpowiada:
– Aj tam stary, jeszcze takie durnoty ci w głowie.
– Co ci zależy, dam ci pół emerytury – powiedział, a babcia pomyślała, że właściwie to niech będzie. Jakimś cudem to zrobili. Po wszystkim dziadek mówi tak:

– Żebym wiedział, że ty w tym wieku jesteś jeszcze dziewicą, to dałbym całą emeryturę.
– A gdybym ja wiedziała, że ci jeszcze stanie, to bym rajstopy zdjęła!

Nasze ciało z biegiem lat nie tylko się zmienia, ale i odmawia posłuszeństwa. Pół biedy, jeżeli jeszcze dbamy o siebie. A i z tym to różnie bywa. Nie chodzi tylko o wygląd zewnętrzny (chociaż też jest ważny), ale istotna jest kondycja fizyczna oraz sprawność umysłu.

Czasem mimo tego, że zdrowie się sypie, intelekt się nie poddaje. Zgodnie z tym, co powiedział mój stary znajomy pan Marcel, (taki cichy wielbiciel, który przychodził do marketu rzekomo tylko po to, żeby zobaczyć jak się pięknie uśmiecham). Zawsze kiedy pytałam o samopoczucie, bo wiedziałam, że chorował, on z uśmiechem odpowiadał:

Nie będę mówił pięknej kobiecie, jak się czuje stary pierdoła.

Dlatego z nim o chorobach się nie mówiło, ale za to o podróżach – bardzo chętnie. Już nie ma pana Marcela, ale zostało po nim miłe wspomnienie. Jego pasją właśnie były podróże i gotowanie (był kiedyś szefem kuchni). Ciekawy człowiek, choć dopiero jako starszy pan znalazł czas na to, co lubił.

Ja też mając dzieci w domu nie miałam czasu dla siebie, bo obowiązki i problemy totalnie mnie pochłaniały. Teraz za żadne skarby nie zamieniłabym się ze swoją córką, chociaż ona jest młoda. Bycie babcią jest czymś fantastycznym, ale to jest takie spijanie śmietanki z wychowywania dzieci. Obowiązki i odpowiedzialność leżą na rodzicach. Mnie została przyjemność cieszenia się i rozpieszczania moich cudnych dziewczynek. Czekam tylko, aż podrosną i będą mogły oderwać się od cycka mamy i bez płaczu pojechać do babci. Jestem jeszcze babcią pracującą, dlatego też często zajętą, więc z tym czasem jest różnie.

A propos czasu. Jak stuknie nam pięćdziesiątka, to dzieje się coś dziwnego. Raptem zdajemy sobie sprawę, że nasze życie leci z górki. Jesteśmy trochę jak ten karp, który rozpaczliwie szuka tlenu i otwiera paszczę. Podobnie i my chcemy jak najwięcej z tego życia jeszcze zagarnąć. Kiedy możemy pozwolić sobie na ten luksus zwolnienia tempa, to zaczynamy celebrować każdą chwilę. W moim wypadku zmieniło się patrzenie na świat, na ludzi, na problemy. Totalnie zmieniła się skala wartości. W końcu mam więcej czasu dla siebie, na zadbanie o zdrowie i cieszenie się tym, co zawsze uwielbiałam. Wcześniej dzieci były ważniejsze i im trzeba było poświęcać najwięcej czasu. Czasem w moim markecie patrzę na ludzi i się zastanawiam… Czy wy nie macie co robić? Nie macie żadnych zainteresowań poza pracą? Łazicie kilka razy dziennie po markecie, bo wasze życie zrobiło się nudne? Ja totalnie nie wiem co to jest nuda… chociaż nudzą i męczą mnie ludzie, którzy nie mają żadnej pasji, nie ma o czym z nimi rozmawiać. Często jedynym ich zajęciem jest zatruwanie życia dzieciom czy nawet obcym, bo wiecznie ze wszystkiego są nie zadowoleni. W markecie mam najlepsze tego przykłady.

Kiedyś chyba na NK napisałam, że CENIĘ LUDZI Z PASJĄ I POCZUCIEM HUMORU i tu nic się nie zmieniło. Bo jak jak powiedziała Maria Czubaszek, ,,największą tragedią to jest jak facet jest przystojny, ale durny i nie ma o czym z nim porozmawiać”. Ja bym dodała do tego jeszcze jedną rzecz. Nie lubię niechlujnych ludzi, ale też drażni mnie jak mężczyzna spędza przed lustrem więcej czasu niż jego kobieta, bo to już jest narcyzm.

PS Ciąg dalszy nastąpi, bo starość to jest temat rzeka, a mam jeszcze parę ciekawych i śmiesznych rzeczy do opisania, wystarczy na kilka tekstów.

Tekst: Mama Żudit

Zdjęcia: Pikolina