nieCodzienność

Inwestuj w dziecko coś znacznie cenniejszego od kasy. Swój czas.

Mamy w rodzinie kilkoro dzieci. Takich w wieku od 0 do 15 lat. Czasem z Karolem zastanawiamy się, przy okazji świąt, urodzin lub komunii, co można dać w prezencie dziecku, które ma wszystko… 

Bo ma już rower, dobry komputer, elektryczną hulajnogę, markowe ubrania, najnowszy model telefonu, a nawet… własnego drona. Wszystkie te drogie gadżety trudno jest przebić. I kiedy tak stoisz przed dylematem wyboru prezentu, sięgasz pamięcią do własnego dzieciństwa. Wracają wspomnienia.

Choćby prezenty od mojej babci… pamiętam, że zawsze była ona dla mnie wielkim autorytetem, lubiłam ją naśladować, pić z nią kawę Inkę, jeździć do lasu na grzyby. Pieniędzy nigdy nie miała zbyt wiele, ale inwestowała we mnie coś znacznie cenniejszego od kasy. Swój czas. Opowiadała mi o Ameryce, w której jako młoda kobieta pracowała (to ona nieświadomie dała mi marzenie, by pewnego dnia polecieć do Stanów). Opowiadała o swoich rodzicach i bogatych babkach (zarażając wielką miłością do literatury z okresu międzywojennego). Zabierała mnie nad rzekę i pozwalała skakać w błocie. Chodziłyśmy razem na spacery za rękę poprzez słoneczne łąki. Pamiętam też, jak pewnego dnia szłyśmy główną ulicą naszej wsi – babcia zatrzymała się przy sklepie spożywczym i powiedziała do mnie:

– Judytka, masz tu kilka złotych. Wejdź tam i kup mi kilka rzeczy, ja tutaj poczekam. – To były pierwsze w moim życiu samodzielne zakupy – miałam wtedy góra 5 lat. Babcia zazwyczaj nie dawała mi prezentów materialnych. Stawiała na coś lepszego – wspomnienia, dawanie wiary w siebie, naukę zupełnie nowych rzeczy.

A kiedy wspominam najlepsze podarki od mojej mamy, też nie przychodzi mi do głowy nic materialnego. Jako młoda kobieta z czwórką małych dzieci raczej nie miała zbyt wiele pieniędzy. Ale pamiętam jej wielkie gesty. Gdy przychodziły Mikołajki, zawsze o świcie (kosztem własnego niewyspania, wyprawy w głębokich zaspach) zrywała się do sklepu, by kupić nam batony – my je przed wyjściem do szkoły znajdowaliśmy w butach, wierząc, że to podarki od świętego Mikołaja. Innym zaś razem, gdy byłam chora na zapalenie płuc i leżałam w domu z gorączką, powiedziałam mamie, że chciałabym, żeby moja ulubiona lalka też miała swoją pościel, jak ja. Następnego dnia obudziłam się z tą lalką obok siebie. Leżała pod kwiatową kołderką, którą przez noc moja mama uszyła. Nie wydała na to pieniędzy – po prostu włożyła w to serce i swój czas. To jedno z piękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa.

Całkiem niedawno miałam urodziny. Kiedy mąż zapytał mnie, co bym chciała od niego dostać, powiedziałam, że najcenniejszy byłby jego czas. Dlatego wziął dwa dni urlopu. Dzięki temu ja mogłam pójść na masaż, zjeść śniadanie bez pośpiechu czy pójść do sklepu bez dzieci.

Jestem przekonana, że najlepszym prezentem, jaki możemy dać osobom, które kochamy, jest czas. Obecność i uwaga. Zrobienie czegoś razem po raz pierwszy – (np. wyprawy z podekscytowaną dwulatką pociągiem, zabrania męża na strzelnicę). Dlatego jestem zachwycona ideą, jaką niesie strona prezentmarzeń.pl – można na niej zamówić podarki w postaci wspomnień. Nie jakieś tam rzeczy, które będą się kurzyły na półce. Ja na przykład podarowałam Karolowi kurs nurkowania – wiem, jak kocha relaks na basenie, a tym razem pod okiem instruktora nauczy się pływania na większej głębokości. Dla siebie zamówiłam lekcję tańca brzucha – kto wie, może stanie się on moją nową, oryginalną pasją? A mojej sąsiadce, która jest skarbem rodziny (każdego dnia opiekuje się naszą dwulatką) umówiłam godzinny masaż relaksujący. Dlaczego? Bo jak mówi sama Angie, zawsze szkoda jej kasy na przyjemności tylko dla siebie. Pora to zmienić ;)

Niebawem Dzień Matki, chwilę później Dzień Dziecka. A gdyby tak umówić mamie masaż gorącą czekoladą? A chrześniakom, którzy mają wszystko, dać po prostu świetnie spędzony czas, np. podczas treningu rycerskiego (dla ojca i syna) lub w trakcie lotu balonem? :)

fot. Mały Kadr

współpraca: Prezent Marzeń