Zakazane tematy

Czy gdyby mój mąż mnie zdradził, zostałabym z nim dla dobra dziecka?

Chyba każdej z nas przejdzie czasem przez głowę ta niepokojąca myśl, że on, ten jedyny, od lat ukochany, mógłby nas zdradzić. Mnie ta myśl nawiedza średnio kilka razy w miesiącu – chyba dlatego, że jesteśmy młodymi rodzicami i nasze życie nie wygląda już tak beztrosko, jak kiedyś. 

Żyjemy od wieczoru do wieczoru, gdy oboje, zmęczeni intensywnym dniem  pracy, chcemy tylko walnąć się na łóżko i odpocząć. Walczymy o to, komu w tym momencie bardziej należy się chwila drzemki, a kto powinien pobawić się z maluchami. Komunikujemy się od polecenia do polecenia:

– Pielucha. Szybciej. Muszę wyjść do sklepu. Potrzymaj małą, idę do łazienki. Gdzie są ubranka? Dlaczego jeszcze nie wyprowadziłaś psa? Daj mi pół godziny na drzemkę. Nastaw kaszkę, szybciej, bo mi ręce obrywa. Daj nam smoczek, tylko odparz najpierw, bo leżał na ziemi.

I tak każdego dnia. Szybkie komendy, niecierpliwe polecenia. Czasem, gdy dzieci są marudne, mamy podniesione głosy. Czas goni, jak szalony, a ja muszę ustawiać sobie przypomnienia w telefonie, by nie zapomnieć powiedzieć mu, jak go kocham. Każdego dnia około godziny 20 padamy jak muchy – najpierw dwulatka, wykąpana i najedzona, potem Gwiazdka, chwilę po niej ja. On znajduje jeszcze czas na rozrywkę – książkę, grę, nowy serial. Gdy już urywa mi się film, mówię mu tylko pośpieszne dobranoc i odpływam.

Na randce tylko we dwoje nie byliśmy od miesięcy – w tym mieście nie mamy nikogo, kto wpadłby w weekend, by posiedzieć z dziewczynkami. Młodsza totalnie jeszcze nie daje się „oddać” pod opiekę kogoś innego niż mama czy tata.

I w tym wszystkim, w tym niedoczasie oraz pośpiechu jesteśmy my. Z konkretnymi potrzebami w stosunku do partnera i partnerki, z rozczulającą miłością do dzieci i nieustannym zmęczeniem. On potrafi zapomnieć o powiedzeniu komplementu, którego bardzo akurat potrzebuję, a ja zapominam, by czule go przytulić. Warczymy na siebie, a za chwilę znów kochamy. Rozwodzimy w myślach i znów wracamy w swoje czułe objęcia.

jak oszczędzać

W tym szaleństwie bycia rodzicem wiele razy przeszło mi przez myśl, że on mógłby mnie zdradzić. Mnie, niedospaną, rozkojarzoną, skupioną na dzieciach, nieraz zaniedbaną laską w dresie. Która, gdy sobie przypomni, że powinna być dla niego bardziej czuła i powiedzieć to miłe słowo, właśnie zasypia w swojej sypialni, wtulona w dziecko, podczas gdy on gra w grę za ścianą. Ja nie wierzę w słowa „na zawsze”. Zbyt wiele dookoła zdrad, zbyt wiele rozwodów par, po których nikt w życiu by się tego nie spodziewał. Sama kiedyś przez to przeszłam – miałam chłopaków, którzy mówili, że to między nami jest już na zawsze, a potem rozpływali się jak mgła na wietrze i znikali, zostawiając mnie ze złamanym sercem.

I teraz z bólem, ale wyobrażam sobie, że on, mój mąż, te jego oczy, dłonie, głos, ramiona… Że on kogoś dotyka. Że ta obca, uśmiechnięta dziewczyna daje mu to wszystko, czego ja w zmęczeniu nie jestem w stanie. Że jest przy niej spełniony. I czuję to wszystko, co nadchodzi potem, namacalnie – nienawiść do niego, żal, rozerwane na strzępy serce, poczucie beznadziejności i niewiarę w miłość. Chwilę potem tak bardzo pragnę zemsty. Żeby cierpiał, jak ja.

A z drugiej strony są nasze córeczki. Zapatrzone w tatę, nieświadome niczego. Czy gdyby K. zdradził mnie, pozwoliłabym mu zostać pod jednym dachem z nami? Nie. Bo nie uważam, by oglądanie rodziców, którzy już się nie kochają, którzy patrzą na siebie z nienawiścią, rozmawiając tylko półsłówkami, mogłoby być dobre dla emocji maluchów. I baaardzo podziwiam pary, które mimo wszystko widują się codziennie, i rozmawiają niemal jak przyjaciele, aby dzieci nie czuły, że coś jest nie tak. Trzeba ogromnej siły, by się na to zdobyć.

Jestem złą matką. Nigdy w życiu nie zostałabym dla dobra dzieci z facetem, który mnie zdradził.