Mama Żudit

EROTYCZNE ZAKUPY i kasjerki „puszczają się” same [czyli DIALOGI Z MARKETU]

Restauracja Białystok Lipowa 12

(Mama Żudit): To chyba choroba zawodowa, że piszę o sprawach, które kręcą się wokół klientów mojego marketu. No dobrze, chociaż nie tylko, ale to właśnie ludzie są moją największą inspiracją. 

Praca na co dzień jest przeważnie nużąca i męcząca, zwłaszcza teraz, gdy nas kasjerek jest mało, a klientów po prostu tłumy. Może dlatego mam wyczulone ucho na wszelkie przejawy dobrego humoru, które pojawiają się czasem zupełnie niechcący.

„Erotyczne” zakupy zrobiło u mnie ostatnio starsze małżeństwo, przyjezdni ze wsi, chyba nieświadomi tego, co do siebie mówią. Kupili wiele produktów (w tym duże opakowanie jajek, słodycze, kiełbasę), a mieli dwie nieduże torby. Mąż chciał pomóc w pakowaniu, ale nie wszystko mu się mieściło. Żona po swojemu zaczęła przekładać i zirytowana mówi:
– No włóż mi to teraz!
– Ale tu?
– No tu, ale szybciej trochę.
– Kiedy to się nie mieści!
– Oj tam,wyjmij te jajka to kiełbasa wlezie!

Dobrze, że się głośno nie zaśmiałam, ale mało brakowało! Starsi państwo poprawili mi humor na resztę dnia. Chyba muszę poprosić resztę koleżanek o spisywanie takich dialogów, bo pewnie nie tylko mnie się przytrafiają.

Jak w każdej pracy, tak i u nas pracownicy mają prawo do przerwy. Teraz to rzecz święta, bo odbijamy karty magnetyczne. Problem tylko polega na tym, że kasjerki nie idą wtedy, kiedy chcą, tylko kiedy mogą. Zależnie od sytuacji w markecie, musi je też puścić dyżurna w kasie głównej. Tamtego dnia mieliśmy trzy kasjerki i mocno zajętą Agnieszkę z kasy głównej, która powiedziała nam, że na przerwy chodzimy jak chcemy, bo ona ma dużo pracy i nie może tego pilnować. Nie ma sprawy, mówimy, nam to pasuje. Jak przyszła pora przerwy, jedna kasjerka mówi do koleżanki coś takiego:
– No dobrze, teraz na przerwę idziesz ty, bo wiesz – DZISIAJ KASJERKI PUSZCZAJĄ SIĘ SAME.
– Serio???
Tak to puszczałyśmy się przez dwie godziny. Kupa śmiechu z tym tekstem była. To co najśmieszniejsze wychodzi niechcący. A ciekawa jestem, jak jest u was w pracy. Puszczacie się sami, czy ktoś was puszcza?

Kolejna historia zdarzyła się pewnego dnia, gdy jedna z koleżanek kończyła pracę o godzinie 15:15. Zdała wcześniej kasetkę z pieniędzmi, ale kręciła się jeszcze przy kasach, nie patrząc na zegarek. Koleżanka powiedziała jej, że już piętnaście po, idź do domu. Tamta jednak nie dosłyszała. To trzeba było głośniej, krzyknęła:
KOBIETO IDŹ DO DOMU!!! – dotarło.

Niestety klientka stojąca naprzeciwko (starsza pani) myślała, że kasjerka krzyczy do niej, bo ta jest przygłucha i ze łzami w oczach odpowiedziała:
– Ale czemu? Przecież ja jeszcze nic nie kupiłam.
No myślałam, że padnę ze śmiechu i hasło ,,KOBIETO IDŹ DO DOMU,” oczywiście ekspresem rozeszło się po całym markecie. Takie śmieszne perełki nie zdarzają się często, ale warto je zachować dla innych.

Inna sprawa. Jak się pracuje z ludźmi, to niestety nawet w stresujących sytuacjach swoje emocje musimy trzymać na wodzy i tym bardziej nie przeklinać. Chociaż w duchu nieraz klniemy jak szewcy. Mam taką koleżankę, która niewinnym przekleństwem trafi w punkt i rozbawi zmęczone towarzystwo. Pamiętam, jak była wczesna wiosna, pogoda bardzo zimna i wietrzna. Któregoś wieczora wychodzimy z pracy, a na dworze totalna zmiana. Żadnej chmurki, piękne gwiaździste niebo, wielki księżyc i totalny spokój, zero wiatru. Marta spojrzała w niebo i powiedziała z zachwytem :
– Łaaaaał, ale łaaaadnie. I NIE PIŹDZI!

A reszta chórem dodała:
– Nooooo, nie piździ.

Fot: Kasia Perek