nieCodzienność

Rodzeństwo – najlepszy prezent od rodziców!

(Tekst archiwalny) Ostatnio byłam ze znajomymi na Juwenaliach. Koncert Kultu, tysiące ludzi, świetna muzyka, słowem – szaleństwo sobotniej nocy. Kto by pomyślał, że na tej wielkiej imprezie spotkam swoją rodzinę… 

To zupełnie niesamowite – przedzierać się przez potężny tłum pogrążony w rozmowach, nocnym, nieraz alkoholowym trybie i wśród tysięcy twarzy zobaczyć swojego rodzonego brata, który przyjechał tu z oddalonej o 70 km Hajnówki. Zaraz wpadliśmy sobie w objęcia – on – łysy pakers w tatuażach i ja (jego zdaniem), „znana na całą Polskę pani redaktor”. Tak właśnie Dawid przedstawił mnie „ziomeczkom”, z którymi przyjechał na Juwenalia.

dzieci

Strasznie mi się zrobiło miło. Pięć minut z własnym bratem i baterie na cały późniejszy koncert pozytywnie podładowane. Taaaaka radocha ze spotkania!

Ale oprócz Dawida jest jeszcze Waldek i Mateusz. Trójka młodszego rodzeństwa! Brzmi dumnie:) Waldi – wiecznie uprawiający jakieś sporty, na jogging wychodzi nawet srogą zimą, o 4 rano, gdy na dworze aż trzeszczy od mrozu. Jego pasją jest wojsko – dlatego co kilka miesięcy jeździ na ćwiczenia do jednej z jednostek na Mazurach.

Mati – aż trudno uwierzyć, że to już dorosły chłopak. Przecież miał być zawsze tym najmniejszym, taką pociechą rodziców, gdy starsze dzieciaki wyprowadzą się z domu. To mój kochany ziomek – gdy ten blog startował, jako pierwszy i być może jedyny udostępniał z niego posty i kazał lajkować swoim kolegom. Czasem, gdy na blogu bywało mało komentarzy, pod pseudonimem „Matixxx” komentował posty choćby jednym słowem: „Ekstra!” – tak, żeby siostrze było miło.  Mati jest chrzestnym mojej starszej córki – i powiem Wam, że mało kto tak intensywnie i z zaangażowaniem uczestniczy w jej życiu – to jest mega słodkie – oboje się wprost uwielbiają!

Słyszałam już nieraz, że rodzina z trójką lub czwórką dzieciaków to nic normalnego. Bo albo jest „oszołomska i religijna”, albo po prostu to „zwykła patologia”. Ciekawe, kto takie mądrości głosi? Poszkodowani przez los jedynacy? („Poszkodowani”, bo nie mieć rodzeństwa to jest dopiero prawdziwa BIEDA!;) Czy może ludzie, którzy nigdy (świadomie) nie zdecydują się na więcej niż jedno dziecko (teraz tych ludzi rozumiem – nawet jedno dziecko to już jest armagedon). Nieważne. Każdy ma prawo układać sobie życie po swojemu, wiadomka. Ale mówić tak o dużej, kochającej się i szczęśliwej rodzinie to bluźnierstwo.

Ja już teraz jestem najbogatszą babką na świecie. Rodzeństwo to najdroższy prezent, jaki mogli mi dać staruszkowie! Miałam naprawdę fajne i pełne przygód dzieciństwo z braćmi. Nie mogę się doczekać, kiedy znów przyjdzie lato i wszyscy spotkamy się na grillu u babci Z. A propo bycia dumnym z ludzi. Nie mam, jak inni, kompleksów, że moi bracia nie skończyli studiów, że pracują np. w fabryce maszyn czy zakładzie stolarskim. Nie ściszam przy stole głosu, gdy będąc w gościach mówię, że któryś mój brat nie poradził sobie na maturze.  Do bycia wartościowym człowiekiem potrzeba serca i empatii. Tylko tyle.

Moi bracia mogą być kim sobie chcą, dla mnie spotkania z nimi zawsze zawsze będą wielką radochą!

PS. Teraz, gdy z K. „dopięliśmy” swego, dając starszej córce rodzeństwo, wiemy, jak cholernie ciężkie jest to wszystko. Mówiąc „dopięliśmy swego” mam na myśli spełnienie marzenia o tym, by nasza córka miała w życiu najlepszego przyjaciela, towarzysza i kompana psot – brata lub siostrę. Wiemy dziś, w jak ogromnym zakresie trzeba zrezygnować z siebie, by mieć w domu dwójkę dzieci. Młodsza córka ma już 10 miesięcy, a my nadal nie kojarzymy, jak się nazywamy. Wierzę jednak, że jeszcze chwila i odsapniemy, delektując się widokiem dwóch kochających się sióstr.

fot. Pikolina