nieCodzienność

Polećmy na Madagaskar, czyli rodzinne dialogi z niemowlęciem

Dotąd z uśmiechem czytałam dialogi u moich znajomych blogerek: te rodzinne, z mężem, z przyjaciółką. Myślałam: ojeej, ile czasu jeszcze upłynie, zanim i moje dziecko zacznie gadać i będziemy mieli śmieszne rozmówki do pokazania na blogu? Myliłam się z tym czekaniem. Dialogi już są! Chodźcie! 

Ostatnio ruszyłam z nowym cyklem video pt. #ProblemyPierwszegoŚwiata na moim Insta, wpadnijcie koniecznie na Instastory:) Dziś jest na przykład filmik o mojej wtopie miesiąca z pewnym słynnym blogerem, szkoda to przegapić! Wróćmy do dialogów – ileż rozmówek toczy się nad główką naszego dziecka, to się w dorosłej głowie nie mieści. Spisuję więc i tutaj, ocalmy je od zapomnienia:
W trakcie kąpieli. Karlos do Malutkiej, gdy silnymi paluszkami chwyciła go za rękę.
– O, ty mój krabiku!
– Jaki krabiku? – pytam.
– No bo ona ma takie słodkie, precyzyjne SZCZYBCZYKI!

Z kategorii absurdu:
– Mój ty mały kartofelku! – słyszę, gdy pewnego dnia Karlos pochyla się nad córką.
– Na Boga, dlaczego akurat „kartofelku”, czy to już nie ma w słowniku bardziej pieszczotliwych „misiów” i „osesków”?! – pytam.
– Bo kartofelki bez niczego są takie słodkie! – odpowiada, jakby była to najoczywistsza sprawa na świecie.

Dziadek M. do pięciomiesięcznej Coco:
– Ja cię dziś nauczę nazw planet wszystkich od Słońca, chodź do dziadka (przytula), wyliczymy je sobie z pamięci:
Uran, Saturn, Mars, Neptun,…, Madagaskar, Jowisz… hmm, poczekaj, Magadaskar chyba jednak leży gdzieś indziej, to nic, lepiej nauczę cię dziś po prostu nazw ciężarówek, dobrze?

Oboje z Karlosem, jak to typowi rodzice podniecający się każdym małym kroczkiem milowym w rozwoju dziecka, wyczekujemy pierwszych słówek. No i włączają się nam nieświadomie słodko-goebbelsowskie metody:
– Kochanie, powiedz TAAAA-TA – zachęca Karlos.
– Say Maaaa-ma – wtóruję mu.
– Taaaaaaaaaaaaata.
– Maaaaaaaaa-maa – przekomarzamy się nad jej główką.
Dziecko spojrzało na nas i odpowiedziało oseskowym językiem, że w tej, jak i innych kwestiach ma jednak swoje zdanie:
– A-gu.

Foto: Pikolina