Zakazane tematy

Co się z Tobą stanie, jeśli wybuchnie wojna?

„Mój telewizor gra non stop. Bomba trafiła w środek tłumu. Pokazuje to kamera. Całkiem spokojnie jem kolację”. Ta ponadczasowa piosenka wciąż siedzi mi w głowie. Bomby tymczasem trafiają coraz bliżej. Co zrobiłbyś, gdyby wrogie armie nagle wkroczyły do Twojego miasta? Gdyby to dziś media ogłosiły, że zaczęła się III wojna światowa? 

Mówi się, że nie mogłaby mieć tradycyjnej formy. Że gdyby wybuchła, w ruch poszłyby głowice atomowe, a z powierzchni Ziemi zniknęłoby niemal wszystko. Coraz częściej jednak pytam męża, co zrobilibyśmy gdyby jednak obce wojska wkroczyły do Polski… Moja tchórzliwa odpowiedź („na pewno stąd ucieknę”) tak mi ciążyła, że postanowiłam zapytać innych ludzi. Jakie podjęliby decyzje? Co wtedy byłoby dla nich najważniejsze?

Na pytanie: „Co zrobiłbyś, gdyby nagle media ogłosiły, że zaczęła się III wojna światowa, a obce wojska właśnie wkraczają do Polski” zaskakująco odpowiedzieli mi znajomi blogerzy, fotograf, reportażystka, Miss Podlasia, muzyk, instruktorka zumby oraz radny PiS:

gala_KWP Michał Fedorowicz, autor bloga Kulturą w płot, zwycięzca konkursu Onet Blog Roku:

– W pierwszej chwili żałuję, że nie zaufałem paranoikom, od lat gromadzącym zapasy i budującym we własnym ogródku schrony atomowe. W kolejnej wsiadam w samochód, pakuję do środka rodzinę i uciekam tam, gdzie wojna ich nie dosięgnie. Dopiero kiedy najbliżsi są bezpieczni, zaczynam myśleć nad tym, jak można pomóc zagrożonej ojczyźnie, o ile w ogóle można pomóc, bo ta III wojna może być tak naprawdę dla ludzkością tą ostatnią. Tak, sam jestem paranoikiem. Gdybym jednak nie miał rodziny, zostałbym. Atomowe grzybobranie z paczką chipsów to całkiem znośny pomysł na koniec świata.

fabjulus Julia Oleś, młoda mama, autorka bloga Fabjulus:

– Wiem, że mam kilka cennych godzin, zanim sparaliżuje mnie panika. Postanawiam wykorzystać ten czas na działanie. Chwytam segregator z ważnymi dokumentami, aktami urodzenia, własności i odwagi, po czym wrzucam go do torby i zasypuję go zapasem ciuchów, pampersów i biżuterii. Przykuwam mojego onego (ukochanego – przyp. Żudit) do kaloryfera kajdankami w panterkę i każę mu przysiąc, że nie pójdzie walczyć. Dzwonię do brata. Tłumaczę mu, że nóż motylkowy to za mało, żeby wygrać wojnę. Biorę rodzinę, kota zaczepno-obronnego z zestawem pazurów bojowych i różowy nóż ceramiczny do krojenia chleba, po czym uciekam. Przepraszam moich szanownych pradziadków, którzy przelewali krew za ojczyznę, ale tak właśnie robię: uciekam. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Bo moją ojczyzną jest moja rodzina.

Angelika Kiercul

fot. Mateusz Charko

Angelika Kiercul, tancerka, instruktorka zumby:

– Niestety, kiedyś myślałam, że będę walczyć za nasz kraj, ale dziś nie jestem z nim w ogóle związana. Władze naszego państwa tak je nam obrzydzają (nie bez powodu co chwilę ciśnie się na usta: „nienawidzę cię Polsko”), że niestety, ale nie naraziłabym życia na jego ratowanie. Zabrałabym swoich najbliższych i zrobiła wszystko, by wyjechać stąd jak najdalej. Tutaj mogłoby nasunąć się pytanie: „dlaczego w takim razie nadal tu siedzę”? – bo mam na miejscu całą rodzinę, masę przyjaciół, nie wyobrażam sobie, bym mogła ich opuścić bez jakiegoś ważnego powodu.

Piotr Jankowski Piotr Jankowski, radny PiS:

– Ja jestem przygotowany na wypadek wojny. Mam do dyspozycji cztery pomieszczenia, które już dziś są wyposażone w niezbędne sprzęty – łóżko, stoliki, radio, baterie, wódkę, leki i zapasy żywnościowe. Pokoje w podziemiach mają zabezpieczone okna – są na tyle małe, że nie przejdzie przez nie dorosła osoba. Mam też alarm zewnętrzny i wewnętrzny. Przygotowywałem to już od pięciu lat. Skończyłem stosunki międzynarodowe i przyznam, że już wcześniej można było zauważyć różne symptomy sytuacji budzących niepokój. A w związku z tym, że logistycznie jestem już zabezpieczony, pozostanie tylko podjąć decyzję, jak się zgrupować i bronić Polski.

Lukasz Chudek Łukasz Chudek, fotograf, tata ponadrocznej córeczki:

– Historia uczy nas, że jakich byśmy paktów nie zawierali, nikt się z nami nie liczy. Zakładamy więc, że czołgi Rosjan przekroczyły granicę, giną ludzie, a propaganda rosyjska wysyła w eter wiadomość, że to z miłości do nas, i że ponownie Rosja się nami „zaopiekuje”. Jeśli do tego by doszło, spieniężam wszystko, co mam i wywożę rodzinę w bezpieczne miejsce (może Kanada – mam tam siostrę). Potem są dwa warianty: a) wracam i walczę b) układam sobie życie w innym kraju. Trudna decyzja. Na dzień dzisiejszy pomimo tego jak brzydzę się politykami i tego, jak funkcjonuje Polska, wróciłbym i walczył. Nieważne, że wygląda mi to na z góry przegraną sprawę.

Nishka – blogerka, mama dwóch dziewczynek, z wykształcenia socjolożka:

– Nie znam odpowiedzi innych osób, z którymi rozmawiałaś, ale podejrzewam, że moja nie będzie oryginalna: w tym momencie najważniejsza byłaby dla mnie moja rodzina i jej bezpieczeństwo. Przestałoby się zapewne liczyć wszystko, wszelkie dobra materialne, z którymi jestem związana, najważniejsze, żeby przeżyli moi bliscy. Jeżeli oznaczałoby to, że musimy zostawić tu wszystko i uciec gdzieś daleko: byłabym gotowa to zrobić. W takich chwilach okazuje się, że nie ma nic ważniejszego ponad życie naszych bliskich.

Viktoria Lagonda

fot. Maciek Dworzański

Viktoria Lagonda, modelka, obywatelka Białorusi, Miss Podlasia:

– Zabieram męża, jego mamę i jakieś cenne, pamiątkowe rzeczy i jedziemy na Białoruś! Myślę, że w porównaniu z nią Polska (w sensie militarnym) jest bardzo słaba! Tam do tej pory rządzi zasada, że każdy chłopak w wieku produkcyjnym musi odbyć służbę w wojsku. Białoruś współpracuje z Rosją, a nikt niestety nie pobije wojsk rosyjskich! Na granicy bez problemu nas przepuszczą, gdyż mam paszport białoruski i jestem obywatelką tego kraju. Jedziemy więc po moich rodziców, zbieramy rzeczy i wyruszamy do mojej babci na wieś. Ona do tej pory ma wykopany w ziemi schron. Jej tata (a mój pradziadek) podczas wojny właśnie w tym schronie uratował całą żydowską rodzinę. Mam jednak nadzieję, że wojny nie będzie. Nie chciałabym, aby moje dzieci żyły w niepewności, jaką my teraz czujemy.

aga (2) Agnieszka Dzieniszewska, Buuba.pl, mama dwóch małych chłopców:

– Serio?! Wojna, ale na pewno? Wydzwaniam, gdzie się da, muszę to potwierdzić. Ok, wojna. Bez paniki. Nie bierzemy telewizora na plecy – jedynie te najważniejsze rzeczy. Jedzenie, koce, kołdry, ubrania, dla siebie, dla dzieci, pakujemy w jeden samochód. Psiaki też. Dzwonię do babci, czy nie zajechać po nich i ruszamy. Na zachód, czym prędzej. Po drodze wybieramy pieniądze z bankomatów, jeśli się jeszcze da. Dom zamknęliśmy na cztery spusty. Jako bloger biorę też naładowany aparat i laptop. Jak głupia zdaję relację czytelnikom z tej zaskakującej wycieczki. Oni pewnie też uciekają, więc płaczę, że padają mi staty, co tam wojna! (śmiech).

Dorota Sokolowska1

Dorota Sokołowska, reportażystka i dziennikarka Radia Białystok:

– Ten mój remont taki długi. Kosztowny. Męczący. Myślałam o tapecie, a tymczasem kilkaset kilometrów stąd mały chłopiec, jak mój syn, czternastoletni, ginie od przypadkowej kuli. Złościłam się na nierówne fugi, a wschodni sąsiedzi, do których jeździmy, by wymoczyć się w aquaparku, zaczęli się zbroić na wypadek wojny. Kiedy kupowałam lampę do sypialni, w radiu podawali wiadomość o prawdopodobieństwie wojny nuklearnej. Niewygodna wiadomość – pomyślałam razem z panem sprzedawcą, który wyczuwając fluidy, ściszył głośnik.Wojna stała się nieznaczącym paragonem, który zawieruszył się pomiędzy ważnymi dokumentami zakupów wygodnego życia. Moje mieszkanie jest wyremontowane, lśniące, piękne. Co będę z niego zabierać, gdy nadejdzie czas ucieleśnienia słowa wojna? Wszystko stanie się bez wartości i sensu. Tak jak wszędzie tam, w świecie, o którym nikt z nas nic więcej nie chce wiedzieć. Zwłaszcza ja, w moich nowych, nietrwałych ścianach życia.

Ilona Patro

fot. kobiecypunkt.eu

Ilona Patro, blogerka, podróżniczka, jako marketingowiec współpracuje z największymi markami w Polsce:

– W takiej chwili najpierw ogarnia mnie strach, ale chwilę potem włącza się ilonowe działanie. Dzwonię do rodziny, znajomych, skrzykuję ludzi, by wspólnie działać, wybudować schrony, opracować strategię obrony, itp. Może i pojawia się myśl, by gdzieś wyjechać, ukryć się, ale to przecież nie jest w moim stylu. Pewnie działałabym w podziemiu, może piekła chleby dla żołnierzy, albo robiła ćwiczenia oddechowe z wystraszonymi ludźmi. A może opracowywałabym kampanię informacyjną lub organizowała szkolenia z pierwszej pomocy. Dziś łatwo mówić… ale właśnie to jako pierwsze przyszło mi do głowy. Wczoraj rano wstałam z wielką potrzebą postrzelania z łuku, może więc to stąd moja bojowość i zapał do działania…

inextremis Mariusz Wendołowicz, gitarzysta, wokalista In Extremis; Bractwo Historyczne Winland:

– Schodzę do podziemia i dołączam, lub tworzę ruch oporu! Mój dziadek był podoficerem AK, więc i ja walczyłbym w obronie ojczyzny wedle moich możliwości! Podobnie, jak moi koledzy z Winlandu. Będziemy partyzantką, gdy nastąpi godzina W! To trochę tak jak w świecie zwierząt  – ludzie rodzą się różni.  Porównując społeczeństwo do mrowiska – są w nim robotnice, żołnierze, itp. Wojownikiem trzeba się po prostu urodzić! To byłaby też dobra okazja, by wreszcie naostrzyć swój miecz!

Żudit: mimo wszystko wygląda na to, że w obliczu zagrożenia większość z nas ucieknie, ratując swoje rodziny. Okazuje się też, że naszą ojczyzną są najbliżsi – dzieci, partnerzy, rodzice. I jakoś wcale się tego nie wstydzę.